Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport powszechny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport powszechny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 września 2012

Polska - Czarnogóra tylko dla wybranych

Mój blog z założenia dotyczyć ma odchudzania i zdrowego trybu życia. Jednak dziś poruszyć muszę temat "biernego uprawiania sportu". 
Zapewne wszyscy już się domyślacie, że chodzi mi o transmisję meczu Reprezentacji naszego kraju w piłce nożnej: Polska - Czarnogóra. I podkreślę jeszcze, że to nie byle jaki mecz: To jest mecz o MISTRZOSTWA ŚWIATA, eliminacje - bo eliminację, ale dla mnie każdy mecz jest równie ważny.
Niestety nie uda mi się tego meczu zobaczyć, bo nie jest on transmitowany przez TVP. Podobno się to "nie opłacało", a nam ma się opłacać "płacenie abonamentu"? 
Ale może po kolei: Pani minister Mucha jeszcze nie tak dawno mówiła o tym, że chce "upowszechnić" sport. HELLOOOOOŁ... Oglądanie meczów w tv też jest swego rodzaju UPOWSZECHNIANIEM. Bo dzięki transmisjom zawodów sportowych w małych główkach rodzi się chęć bycia takim, jak ten piłkarz, biegacz, pływak itd. A kto może mieć większy wpływ na małych Polaków jak nie sam REPREZENTANT POLSKI właśnie? Bo kto z nas nie chciałby REPREZENTOWAĆ NASZEGO KRAJU? Kto nie chciałby nosić ORZEŁKA NA PIERSI i kto nie chciałby usłyszeć "MAZURKA DĄBROWSKIEGO" GRANEGO SPECJALNIE DLA NIEGO?
Nie rozumiem dlaczego nam - zwykłym, przeciętnym Polakom odbiera się szansę kibicowania i jednoczenia się z (jakby nie patrzył) DRUŻYNĄ NARODOWĄ? To są nasi reprezentanci, najlepsi wybrani z całego Narodu, więc chyba mamy prawo do zobaczenia jak grają?
Jestem oburzona i zniesmaczona. Dodatkowo czytając o zarobkach "gwiazd z TVP" nóż mi się w kieszeni otwiera, że oni za jeden (niekiedy durny) występ dostają po 20000 zł, a my - OBYWATELE nie możemy swobodnie kibicować NASZYM. 
Niech zmniejszą pensje (kto z Was zarabia 20000 za dzień pracy ręka w górę) - będzie na transmisje...
Z tego co udało mi się wyczytać w Internecie można zapłacić za oglądanie... 20 zł w sumie nie dużo, ale po pierwsze: dlaczego mam płacić za to, by móc się zjednoczyć z Narodem, a po drugie: nie każda platforma ma w ofercie ową transmisję. I tak: Platforma "n", Canal + oraz Cyfra + się wycofały ze sprzedaży transmisji ze względu na jakieś niejasności... I teraz pytanie: Ilu z Was zapłaciłoby za oglądanie meczu? A ilu z Was ma tą platformę, która meczu nie "puści"?

Zaraz zapewne ktoś napisze: idź sobie do jakiegoś pubu, bo zawsze znajdzie się taki, w którym mecz zobaczyć można!
No spoko, ale czy ja muszę wybierać się do "pubu", "clubu", czy gdzie tam bądź, żeby zobaczyć mecz? Czy ja zawsze muszę mieć nastrój na siedzenie w otoczeniu tysiąca mężczyzn pijących piwo? Czy nie mam prawa wyboru miejsca do zobaczenia tego spotkania? Czy nie mogę sobie z lampką wina i kotem na kolanach w zaciszu domowym kibicować naszym? Dlaczego zabrania mi się urządzenia strefy kibica we własnych czterech kątach z grupką znajomych i pizzą?

Nie rozumiem tego, podobnie jak nie rozumiem czemu nie ma ŻADNEJ transmisji z PARAOLIMPIADY? Czy sportowcy, którzy teraz walczą o medale dla NASZEGO KRAJU są gorsi od tych, którzy już wrócili do Polski z Igrzysk dla pełnosprawnych? Zobaczcie ile już medali podczas Paraolimpiady zdobyli NASI REPREZENTANCI (10. Polska 11 (5, 4, 2) - mam nadzieję, że aktualny wynik wkleiłam) - to są reprezentanci KAŻDEGO Z NAS i co? i nic. Jedna mała 15 sekundowa wzmianka w wiadomościach, albo i nie...
Od razu dodam, że nie jestem zwolenniczką ciągłych transmisji, ale przecież TVP ma swój sportowy kanał, czy tam nie mogliby pokazywać tylko tych dyscyplin, w których biorą udział Polacy? Przecież nie musimy oglądać wszystkiego, ale na Polaków walczących o medale chętnie bym zobaczyła.

Dałam upust swemu niezadowoleniu. Kto mnie popiera łapka w górę ;-)

A teraz (skoro już zaczęłam pisać) podzielę się z Wami wrażeniami po 3 treningu w tym tygodniu: po treningu A.
Znowu czułam jak moje mięśnie pracują, bicepsy się napompowały i tricepsy też popracowały. Te dwa treningi idealnie się uzupełniają (tak mi się wydaje po schemacie ABA). Wszystkie mięśnie równo pracują i ogólnie jest siła i pompa :D
Dla niewtajemniczonych dodam, że:
- wykroki robię z piłką lekarską (za tydzień obciążenie dojdzie większe - nie ma co szaleć na początku)
- MC (czyli martwy ciąg) z obciążeniem 21 kg
- wiosłowanie 6 kg
- pompki bez dodatkowego obciążenia
- brzuch do upadku mięśniowego (podoba mi się to określenie: do upadku mięśniowego :D).
Jest nieźle, będzie lepiej, a za 8 tygodni będzie MOC, SIŁA i POMPA :D i może kilka cm mniej? ;-)

Miłego wieczoru.
Kicia
 

środa, 15 sierpnia 2012

Sport powszechny

UWAGA!!! Post tylko dla wytrwałych ;) bo trochę się rozpisałam ;)

Takie stwierdzenie padło nie raz z ust minister Muchy (jeśli ktoś nie wie: to minister sportu ;)) podczas konferencji dotyczącej podsumowania Igrzysk w Londynie 2012.
Pani minister mówiła dość sensownie na temat co zrobić, by było więcej medali na kolejnych Igrzyskach. Jednym z omawianych przez nią punktów były spotkania z samorządowcami, w celu omawiania zagadnienia jak "upowszechnić sport". Mówiła m.in. o tym, że wiele obiektów sportowych jest nie używanych i że sale gimnastyczne wieczorami stoją puste i że to trzeba zmienić. Ma również zamiar rozmawiać z nauczycielami wychowania fizycznego... Myślicie, że rozmowy wystarczą, by sport stał się "powszechny"?

Pragnę przedstawić Wam mój punk widzenia dotyczący sportu i powszechności "tego zjawiska" w naszym społeczeństwie.
Jak wiadomo: punkt widzenia zależy od puntu siedzenia, a w tym konkretnym przypadku, zależy od miejsca zamieszkania i otoczenia, w którym się wychowujemy, a później mieszkamy.
Wychowałam się w małej miejscowości. Mimo, iż okolica sprzyjała aktywności "plenerowej" czyli rower, bieganie, rolki, w sezonie "pluskanie się" (bo na wyczynowe pływanie warunków nie było) to nie widywałam tam nikogo fizycznie aktywnego nie licząc jednego "biegacza", który prawie codziennie pokonywał spore odległości (podobno ok 40 km) i nawet brał udział w jakiś zawodach, oczywiście bez większych sukcesów.

Moim rodzice do "aktywnych" się nie zaliczali.W sezonie wycieczki rowerowe były może cztery (cztery wycieczki zakończone pizzą, frytkami i colą), a ze sportów to raczej uprawiali "plażing", "leżing", "grilling" itd. Mój wzorzec sportowy był dość "słaby" (przyjmijmy, że to określenie odpowiednio oddaje całą sytuację).
W okresie do lat 15 trochę się ruszałam. Wakacje to godziny spędzone z chłopakami na boisku piłkarskim, spotkania rowerowe oraz rolki (tak, tak... rolkowy szał nie ominął małych miejscowości). Niestety z czasem sport ograniczał się do wsiadania na rower w celu dojechania na plażę lub "na ognisko". I tak właśnie z czasem sport, a właściwie tylko jazda rowerem stała się jedynie "środkiem transportu" (chyba wiecie o co mi chodzi?).

Moje próby uprawiania sportu (takie jak bieganie) skutecznie były "wyśmiewane". No może nie wprost, ale kiedy mając 16 lat przebiegałam uliczkami mojego miasta skupiłam wzrok wszystkich przechodniów na sobie, a za plecami słyszałam szepty. Takie zachowanie otoczenia skutecznie odwiodło mnie od prób uprawiania jakiegokolwiek sportu.

Jak więc możemy mówić o sporcie powszechnym kiedy nasze otoczenie nie jest nastawione na spędzanie czasu aktywnie? Myślicie, że w małych miejscowościach (myślę, że nie jest to problem tylko małych miejscowości, bo w dużych miastach są dzielnice, gdzie również ciężko dostrzec sportowego ducha) coś się zmieni, kiedy dyrektorzy szkół pozwolą na korzystanie z sal gimnastycznych wieczorami?
Nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, ale z własnego doświadczenia wiem, że to może nie wystarczyć.

Żeby społeczeństwo stało się bardziej aktywne, trzeba nie tylko stawiać na "kadrę juniorską", ale również mobilizować "seniorów" (mówiąc senior nie mam na myśli babci/dziadka lat 80, ale nas: ludzi w wieku do 50 lat, którzy mogą, a nawet powinni dawać przykład młodszym). Bo skąd młodzież ma czerpać wzorce jak nie od nas właśnie?

Bo skąd się biorą "sportowcy"? Raczej ze sportowych rodzin, podobnie jak więcej lekarzy pochodzi z rodzin "lekarskich". Czyli mamy wzorzec, naśladujemy, a potem odkrywamy, że coś co robią nasi rodzice w sumie jest fajne i sami zaczynamy to robić.
Musimy pamiętać, że pierwszym wzorcem do naśladowania dla dzieci są rodzice właśnie, więc jeśli mamy, lub planujemy posiadanie dziecka, to zróbmy wszystko, by zaszczepić w nim "bakcyla" sportowego. Bo ważne jest, by pokazać dziecku, że sport może być przyjemny, zabawny, relaksujący. Bo sport amatorski to przecież sama przyjemność. Ze sportem wyczynowym już tak pięknie i kolorowo nie jest, bo bywa on bolesny i częściej można "złapać" kontuzję, ale o tym, czy dziecko chce wyczynowo uprawiać sport powinno zadecydować ono samo. Jednak pierwszym krokiem jest pokazanie mnogości dyscyplin sportowych oraz tego, że wcale nie są potrzebne drogie buty, super obiekty, by móc się ruszać :) 

Chciałabym poruszyć tu jeszcze jeden wątek: tzw W-F w szkole. Kto z Was wspomina te zajęcia jako ciekawe? Kto może powiedzieć, że został zapoznany z różnymi dyscyplinami sportu i że mógł ich spróbować? Kto z Was powie, że chętnie na W-F chodził?
Przypuszczam, że znajdzie się kilka takich osób. Jednak spory odsetek będzie opisywał lekcje W-F jako największą masakrę z jaką miał do czynienia podczas chodzenia do szkoły.
Opowiem Wam, jak było u mnie.
Podstawówka:
  • klasy 1-3: zbijak, dwa ognie, więcej zabaw typu "mam chusteczkę..", czy "stary niedźwiedź...", berek, chodzenie po ławce (takie imitujące równoważnię). Ten okres wspominam dobrze, bo nie wyobrażam sobie, że mnie (małego pulpecika) stawiają na równoważni licząc na to, że nie spadnę. Ogólnie te początkowe klasy wspominam dobrze: zapoznanie ze sprzętem, aktywność poprzez zabawę: takie podejście do maluchów jest ok, chociaż można było wprowadzić więcej dyscyplin.
  • Klasy 4-8: (tak, tak, jestem niezreformowanym rocznikiem): więcej "olewania", dużo "niedyspozycji", brak zaangażowania nauczyciela. W sezonie: bieganie długodystansowe (a właściwie udawanie, że się biega), niby jakiś sprint (oczywiście oceny zgodne z rozpiskami czasowymi), pchnięcie kulą. A tak raczej siatkówka, albo róbcie co chcecie, więc można było odrabiać lekcje itd :D
  • Liceum: kolejne 4 lata zmarnowane. Większość lekcji to siatkówka z tenisem stołowym na zmianę. W sezonie znowu bieganie, skok w dal i pchnięcie kulą. Przez 4 lata przypominam sobie tylko 4 lekcje, na których była koszykówka, i skoki przez kozła i skrzynię... SKS (tak to się nazywało u mnie: polekcyjne zajęcia sportowe): siatkówka.
  • Studia: 3 semestry. Tu jest trochę lepiej, bo sami wybieramy sobie zajęcia. Dwa semestry były cudowne: fitness. Nauka kroków, układów, nazewnictwa, fajna muzyka, super prowadząca. Dużo ruchu i widać było, że tej kobiecie zależy, byśmy coś z tych zajęć wyniosły. Kolejne semestr to tenis stołowy. Niestety fitnessu już nie było, a tenis stołowy jak tenis stołowy. Ja za bardzo grać nie potrafiłam, więc tylko starałam się trafić w piłeczkę :D Fajni ludzie, ale to już nie było to co fitness.
I tu koniec. Jak możecie zauważyć, przez tyle lat nauki tylko przez 2 semestry miałam do czynienia z osobą, której zależy na prowadzeniu zajęć (fitness na studiach. No dobra, prowadzący od tenisa stołowego też się przykładał, ale więcej uwagi poświęcał super graczom ;)). Gdybym na swojej drodze wcześniej spotkała takiego "WueFistę" jak ta kobitka od fitnessu to kto wie, czy dziś nie byłabym posiadaczką medalu z Igrzysk? Przecież nauczyciele powinni zachęcać do zgłębiania wiedzy dotyczącej danego przedmiotu, powinni zachęcać do rozwoju osobistego. Powinni sprawiać, że młodzież sama chce dążyć do osiągnięcia czegoś więcej niż tylko zaliczenia przedmiotu i zdania do następnej klasy.

I teraz jeszcze raz zadam pytanie: jak tu mówić o sporcie powszechnym, kiedy na każdym kroku jesteśmy bardziej zniechęcani niż zachęcani do aktywności?
 
A jakie jest Wasze zdanie? Zgadzacie się ze mną, czy może uważacie, że się mylę?
 
Kicia