piątek, 30 listopada 2012

Podsumowanie treningów: tydzień III

Oto cotygodniowe podsumowanie treningów.

Tydzień treningów: 3 (a właściwie 9)

Typ treningu: FBW - zamienne A oraz B (tu nowość: będę podawała obciążenia, z jakimi ćwiczę)
TRENING A:
1. Wykroki: 5,8 kg (8 powtórzeń)
2. Martwy ciąg: 27 kg (6 powtórzeń)
3. Wiosłowanie: 8,5 kg (8 powtórzeń)
4. Pompki KLASYCZNE!!! (były na kolanach... b/o) (6 powtórzeń)
5. Pompki odwrotne b/o (8 powtórzeń)
6. Brzuch - do zgonu mięśni brzucha :-)

TRENING B:
1. Push press 21 kg (8 powtórzeń)
2a. Przysiad przedni 10 kg (8 powtórzeń)
2b. Przysiad bułgarski 5 kg (6 powtórzeń)
3. Przenoszenie sztangielki w leżeniu 8,5 kg (8 powtórzeń)
4. Brzuch - do zgonu :-).

Schemat treningu: ABA

Dni treningowe: poniedziałek, środa, piątek.

Czas trwania treningów: Ponieważ zmieniła się liczba serii i powtórzeń oraz obciążenia, czas treningów również uległ wydłużeniu. Czas treningu A w nowej konfiguracji to ok 30-35 minut. Niestety zapomniałam zerknąć na zegarek, gdy wykonywałam trening B, więc nie podam czasu teraz (zrobię to za tydzień).


Serie i powtórzenia: 4 serie, liczba powtórzeń od 6 do 8 (od przyszłego tygodnia będę modyfikowała jeszcze liczbę powtórzeń. Myślę, że do niektórych ćwiczeń dołożę jeszcze kilka.)




Informacje dodatkowe:
O ile na początku miałam spore problemy z pewnymi ćwiczeniami (jak przysiad bułgarski: równowaga), tak z każdym treningiem jest coraz lepiej, ponieważ poprawia się moja koordynacja i coraz mocniejszy staje się mój gorset mięśniowy.
Obciążenia:
- Trening A (1: 5,8 kg, 2: 27 kg, 3: 8,5 kg, 4: b/o, 5: b/o, 6: b/o)
- Trening B (1: 21 kg, 2a: 10 kg, 2b: 5 kg, 3: 8,5 kg, 4: b/o)
(Liczby odpowiadają danemu ćwiczeniu w treningu, b/o oznacza bez dodatkowego obciążenia).


Ostatnio pisałam, że "mam wrażenie, że moje bicepsy rosną w oczach". Niestety (a może i dobrze), ale moje "łapy" na prawdę rosną. W kurtce jest coraz ciaśniej... nie wiem czy taki efekt to coś fajnego. Może wkrótce zacznie coś spadać z wagi i ręce również się "odtłuszczą". Oby po redukcji efekt był oszałamiający.
Dodatkowo chciałam jeszcze napisać, że ten tydzień bardzo obciążył moje nogi... Ojjjj... dzisiaj podczas wykroków i MC bolało, OJ BOLAŁO :-) nawet przez chwilę się zastanawiałam czy nie zmniejszyć ilości powtórzeń, albo obciążenia... Ostatecznie było jak być powinno. Ja jestem z siebie dumna, a mięśnie moich nóg i pośladków mnie nienawidzą :D



Pozostałe treningi:
- Wtorek: ZWOW#3 (Czas Zuzki: 18:18; Mój czas: 18:20 - byłam szybka jak Zuzana :D)
- Czwartek: ZWOW#4 (Czas Zuzki: 27:55; Mój czas: 29:20 - zamiast Push ups/leg twist robiłam Push Ups na kolanach)
ZWOW#4 mnie zabił. Moim zdaniem trudny i "ciężki" trening. Być może dlatego, że jednak od poniedziałku ostro obciążenia poszły w górę i czuję, że ogólnie mój organizm jest bardziej zmęczony i potrzebny mu odpoczynek.

W ubiegłym tygodniu nie udało mi się zrobić treningu metabolicznego w weekend. Mam nadzieję, że ten weekend będzie dla mnie łaskawszy i w końcu znajdzie się czas na ten trening :)



Kicia

czwartek, 29 listopada 2012

Obiady czwartkowe, czylinie samym sportem człowiek żyje

Jak ten czas szybko mija. Dopiero co napisałam pierwszy post z serii "Obiady czwartkowe", a tu już kolejny czwartek za nami.
W tym tygodniu nie udało mi się przeczytać "od deski do deski" żadnej książki, więc pomyślałam, że napiszę o sadze "Zmierzch".

Pamiętam jak się zaczęła moja przygoda z tą właśnie pozycją: do kin wchodziła pierwsza część, szał nastolatek i tylko wzdychanie do "Edwarda"... 
"WTF?" - pomyślałam - "skąd ta cała fascynacja? Sama muszę sprawdzić o co z tym wszystkim chodzi."
I tak to się zaczęło.
Niestety popełniłam błąd i najpierw obejrzałam film "Zmierzch", a jakiś czas później dostałam w prezencie książkę.

Ale może po kolei: Najpierw krótka i rzeczowa opinia o książkach:

Stephenie Meyer Saga "Zmierzch"

Pamiętam jak dziś, że pierwszą książkę z tej serii dostałam "pod choinkę". Nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę ją czytać, bo wiele moich (młodszych) koleżanek mówiło, że jest świetna... Książkę zaczęłam czytać w pierwszy wolny dzień po świętach (kiedy już byłam w swoim domu). Po śniadaniu usiadłam wygodnie na kanapie i zaczęło się... Tego dnia nie było obiadu (tzn coś tam było, ale ja tego nie robiłam :D), a kolacja była późno - dopiero kiedy zobaczyłam, że ostatnia strona została przeczytana. 
Książka opowiada o świecie, który nie istnieje. Odrywa nas od rzeczywistości i daje możliwość przeniesienia się w zupełnie inny, ciekawy świat. Opowiada o wyjątkowym uczuciu, które czytelnik jest w stanie poczuć (jestem obdarzona wyjątkowo silną empatią... łatwo się wzruszam - no trudno, taki mój urok ;-)).
Książkę czytałam z wyraźnymi wypiekami na twarzy i nie mogłam się doczekać, kiedy dostanę w swoje ręce kolejne części.
A teraz ogólnie o całej reszcie: druga ("Księżyc w nowiu") i trzecia ("Zaćmienie") część, mimo iż trochę naciągane, nadal przedstawiały ciekawe historie, które czytało się lekko i przyjemnie.
Natomiast 4 część - "Przed Świtem"... gdzieś kiedyś trafiłam na opinię, że "autorka się bardzo nudziła i dlatego do granic możliwości rozciągnęła 'Przed Świtem'" i niestety muszę się z tą opinią zgodzić...
Nadal ciekawa historia, jednak zamiast na ponad 700-set stronach spokojnie można było ją opowiedzieć na 400-stu, no może maksymalnie na 500-set. Niestety momentami miałam wrażenie, że "przejście z kuchni do pokoju" zajmuje 10 stron... a przecież to historia o niesamowicie szybkich wampirach... mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi :-) W czwartej części można było krócej opisać kilka scen, natomiast nie żałuję, że przeczytałam wszystkie cztery części i nie uważam tego czasu za stracony.

Krótkie podsumowanie: Moim zdaniem książki ciekawe, opowiadające historię "nie z tego świata". Najlepsza i bezkonkurencyjna jest pierwsza część, natomiast w moim odczuciu najsłabsza czwarta (przez te ciągnące się w nieskończoność sceny,które powinny zostać zamknięte w 2 zdaniach).
Jednak jeśli lubicie "takie klimaty" to z czystym sumieniem polecam. I oczywiście jest to raczej romans fantasy niż horror lub thriller ;-), który (moim zdaniem) mogą czytać już 10-cio latki :-)
P.S. Moja ciężarna znajoma musi teraz "leżeć" (jak to w ciąży lekarz nakazuje) i leżąc nudziła się bardzo. Pożyczyłam jej całą sagę i jej odczucia są takie jak moje. Pierwszą część przeczytała w ciągu jednego dnia, kolejne też bardzo szybko, a kiedy rozmawiałam z nią w trakcie czytania czwartej części powiedziała, że "denerwuję ją już to, że wszystko tak się ciągnie, więc musi się spiąć, doczytać i zakończyć swoje męczarnie  :D". A na koniec powiedziała, że rzeczywiście to fajne książki zwłaszcza dla kogoś, kto ma dużo czasu na czytanie :-)


 Saga "Zmierzch"- ekranizacje ;-)

Pierwszą część widziałam przed przeczytaniem książki i uważam, że był to mały błąd z mojej strony... Jestem zdania, że najpierw lepiej zapoznać się z książką, a potem zobaczyć film, bo w filmie pewne wątki się pomija, pewne sytuacje są zmienione, by wszsystko lepiej się "oglądało".
Moje odczucia po obejrzeniu pierwszej części "Zmierzch" były bardzo negatywne: jak można się takim filmem zachwycać? Co w nim się może podobać i skąd ten cały zachwyt "Edwardem" (Robertem Pattinsonem)? Pierwsza część wydawała mi się "statyczna". Niby coś się działo, niby coś się zmieniało, a jakby wszystko stało w miejscu. Powiem szczerze, że nie mogłam doczekać się końca, a cały film tak mi się dłużył jak "Przedwiośnie" na którym byłam jeszcze w liceum (to było lata temu)... Była to droga przez mękę.
Kolejne części prezentowały się już lepiej i każdą z nich obejrzałam ze swego rodzaju ciekawością (może to również dzięki temu, że przeczytałam wcześniej książki?)
I w końcu ekranizacja czwartej części "Przed świtem". Oczywiście ze względów finansowych rozbita na dwie części. Muszę przyznać z ręką na sercu, że (w przeciwieństwie do książek) "Przed Świtem" to najlepiej zekranizowana część całej sagi. Wartka akcja, dużo emocji, nie nudzimy się i jesteśmy ciekawi zakończenia... I samo zakończenie: zaskakujące... Ciekawie ujęty temat, bez zbędnych momentów.
Oczywiście ekranizacje różnią się od książek: niektóre wątki są pominięte, inne zmienione. Wygląd wampirów (nie wszystkich) jest inny niż w książce. 
Muszę przyznać, że nie żałuję czasu poświęconego na obejrzenie tych filmów. A jeśli chodzi o "Przed świtem" to z chęcią zobaczę go jeszcze raz (jak tylko pojawi się na DVD) :-) 
 
UWAGA: Zamieszczone tu opinie przedstawiają mój osobisty i prywatny punkt widzenia. Jeśli piszę, że pewna pozycja literacka bardzo mi się podobała/nie podobała nie oznacza to, że Wasze odczucia będą takie jak moje. Pamiętajmy, że każdy z nas jest inny, ma inne odczucia i inne potrzeby oraz inną wrażliwość emocjonalną :-)

A Wy czytaliście sagę "Zmierzch"? Oglądaliście filmy?
Jakie są Wasze odczucia?

Kicia


Jutro "Andrzejki". Wybieracie się gdzieś, czy spędzacie ten wieczór w domu w gronie najbliższych znajomych i przyjaciół? My (ja, mój partner i mój kot Kocica) raczej nigdzie się nie wybieramy - wolimy drugą opcję: znajomi i wróżby :-)
Jutro koniecznie muszę sprawdzić (za pomocą wróżby oczywiście), czy w końcu uda mi się schudnąć :D. A czy Wy, też będziecie coś jutro sprawdzać? :)

środa, 28 listopada 2012

Kicia gotuje: ciąg dalszy testów masła klarowanego

Jest masło klarowane... jest więc ochota na testowanie tegoż produktu... a jak testowanie to znowu smażenie...
Ale już dość tej smażeniny - jutro na obiad pieczony łosoś (BEZ DODATKU MASŁA!!)

Jednak dziś pragnę przedstawić mój testowy zestaw: pierś z kurczaka z warzywami i ryżem :-)

Przygotowanie (szybkie i proste)
- piersi z kurczaczka kroimy w kostkę i przyprawiamy (ja korzystałam z soli, pieprzu, papryki słodkiej, kurkumy, imbiru i odrobiny "kurczaka złocistego" Kamisu)
- dla uzyskania "chrupkości" posypałam kurczaka 1 płaską łyżką mąki graham
- rozgrzewamy tłuszcz (u mnie masło klarowane) i podsmażamy
- w tym czasie na  drugiej patelni podsmażamy ulubione "warzywa na patelnię"
- oraz w tym samym czasie gotuje nam się ryż.

Po 15 minutach całe, super danie mamy gotowe:








Tak wyglądał proces produkcji, a tak:


GOTOWE DANIE!!! :-)

Bardzo smaczne, byłoby zdrowsze gdyby było pieczone lub gotowane, ale smażone ma ten super smak ^^.




I jak Wam się podoba?




Kicia


P.S. To porcja mojego partnera - moja była mniejsza :)


Za chwilę zaczyna się "Kobieta kot" - jeden z filmów do których czuję wielki sentyment... Przed chwilą znalazłam takie zdjęcie (kadr z filmu):





które pochodzi z tego miejsca i tak sobie pomyślałam, że moja kocica codziennie mi tak robi, a ja nadal nie umiem skakać po murach :D Czyżby moja kocica nie miała takich zdolności jak Midnight (kot, którego widać na zdjęciu)? A może to ja jestem odporna na jej oddech :D
Miłego wieczoru
Kicia - miłośniczka kotów ;-)

wtorek, 27 listopada 2012

Kicia gotuje

Dziś krótki i nietypowy post.
Nietypowy, bo przepis, który tu się pojawi nie jest specjalnie skomplikowany, bardziej chodzi o masło niż o samą potrawę :-)
Ostatnio w mojej kuchni pojawił się nowy produkt: Masło Klarowane :-)
Jeśli ktoś jeszcze nie wie, czym jest masło klarowane to szybko wytłumaczę: masło klarowane to praktycznie sam tłuszcz mleczny. W tzw. "maśle prawdziwym" mamy maksymalnie 82% tłuszczu (pozostałe 18% stanowi woda i białko, którego w maśle klarowanym nie ma), a w maśle klarowanym powinno być blisko 100% tłuszczu.




Jak widzicie moje masło wg producenta ma 99,8% tłuszczu :-) Moje masło jest z Mlekovity. Zakupiłam takie, bo w moim Carrefourze nie było żadnego innego. I tu pytanie: czy w takich supermarketach można dostać masła klarowane innej firmy? 

A tak masło wygląda na patelni (piękny bursztynowy kolor i ten zapach...)





A teraz szybki przepis: ostatnio w moje ręce wpadły filety z dorsza :-) i w związku z tym pomyślałam, że zrobię je według przepisu mojej babci (nie jest zbyt zdrowe, ale cóż...)
Rybkę skrapiamy sokiem z cytryny, przyprawiamy pieprzem i Vegetą, oprószamy delikatnie mąką i bach na gorącą patelnię (moja babcia używa oleju, ale ja żeby było zdrowiej użyłam masła klarowanego).






Widzicie jak pięknie wygląda masełko na patelni. Ostatnie zdjęcie przedstawia usmażoną stronę rybki :-)

Zdjęć na talerzu nie mam, bo wszystko zniknęło w oka mgnieniu :-) 

Rybka ogólnie smaczna, z maślanym posmakiem... ale ja chyba wolę rybę smażoną na niezdrowym oleju... 

Smażyć codziennie nie będę, ciekawa jestem jeszcze jak na takim maśle smakować będą kotlety z piersi kurczaka :-)

I jeszcze tylko dodam, że masło kupiłam z myślą o smażeniu właśnie. Nie smażę często, ale czasami muszę zjeść coś chrupiącego, bo ile można jeść pieczyste? lub gotowane? ;-)
A podobno jeśli już smażyć, to właśnie na maśle klarowanym ;-)

Też używacie tego produktu? Czy raczej jak smażycie to na oleju?

Kicia


poniedziałek, 26 listopada 2012

Nowe - stare obciążenia :)

Mój treningowy progress ^^ sprawia, że co i raz poszukuję nowych możliwości dokładania obciążenia itd. i, rzecz jasna, poszukuję nowych obciążeń :-). Niestety, ale mój zbiór "talerzy", mimo iż nie jest najmniejszy, to staje się niewystarczający na moje prywatne i osobiste potrzeby treningowe. Będę musiała koniecznie uzupełnić pewne braki, by nie okazało się, że już nie mam co dokładać ;-)


Ale nie o tym chciałam pisać :-)
Oglądając ostatnio opublikowany ZWOW czyli ZWOW#44 pozazdrościłam Zuzce "ciężarka", którego używała :D. Kto by pomyślał, że przyjdzie taki czas, kiedy zazdrościć będę "ciężarka" (obciążenia, czy hantelki: jak zwał tak zwał, wiadomo o co chodzi ;-))
Oczywiście wiadomo, że mogłabym sobie taki sam sprawić, jednak ograniczona ilość miejsca w domu zmusza mnie do nabywania obciążeń w postaci talerzy. Bo nawet jeśli nie ma się odpowiedniego stojaka to zawsze można z obciążeń ułożyć "piramidki" ;-)
W związku z tym uznałam, że w obecnej sytuacji wydawanie pieniędzy na "ciężarek z zazdrości", który będzie mnie codziennie irytował tym, że zajmuje miejsce i nie jest używany przy każdym treningu, jest bezsensowne.
I w tym momencie stało się: odwiedziłam strych moich "prawie teściów" (trzymam tam swoje rzeczy, na które nie mam miejsca w domu) i moim oczom ukazały się one:

Dwa 5-cio kilogramowe, lekko poobijane, pokryte szarą farbą ciężarki :-))

Nawet nie macie pojęcia ile radości sprawiło mi przyniesienie ich do domu, mycie i suszenie :D Oczywiście pomyślałam sobie, że jeśli będą bardzo przeszkadzać wówczas znowu trafią na strych ;-), ale znalazłam dla nich zajęcie:
- po pierwsze będą towarzyszyły mi w treningach Zuzki, w których takie obciążenie jest potrzebne
- po drugie bardzo sprawdzają się jako dodatkowe obciążenia w wykrokach oraz przysiadach.

W sumie nie przeszkadzają mi tak bardzo, chociaż zdarzyło się, że "wyrosły spod ziemi tuż przed moją stopą"... ale z drugiej strony: czego nie robi się dla fitnessowej sylwetki :D







Już je kocham :D, a dodatkowo stanowią idealny duet z moimi paznokciami. Nic dodać, nic ująć :)

A Wy wolicie takie ciężarki, czy gryfy krótkie z możliwością dokładania dowolnej konfiguracji obciążeń?
Ja preferuje te dokładane, ale jedna para takich "piątek" nie zaszkodzi :D

Kicia


P.S. Mam jeszcze pytanie do moich czytelniczek: w Rossmanie jest teraz promocja -40% na całą kolorówkę (o ile dobrze pamiętam do 28 listopada). W związku z tym chciałabym się zaopatrzyć w podkład. Poszukuję czegoś lekkiego, bez dużego krycia i bez drobinek (wake me up - odpada). Mam cerę raczej normalną, bez wyprysków itd. Czy możecie coś doradzić, co jedynie wyrówna koloryt? Bo zastanawiam się i zastanawiam i nadal nie posiadam żadnego podkładu :D


UWAGA!!!
Ważna wiadomość dla wszystkich miłośników Zuzki i jej cudownych ZWOW!!!
Właśnie ruszyła jej strona http://zuzkalight.com/ 
Odwiedzajcie, oglądajcie i ćwiczcie, bo każda aktywność jest ważna!!! 

niedziela, 25 listopada 2012

Weekendowe SPA :)

I kolejna nowość :-)
Na moim blogu pojawiać będą się "Weekendowe SPA", czyli posty typowo kosmetyczne. Będziecie mogli przeczytać tu o moich lakierach do paznokci, cieniach do powiek, pomadkach ale i będą pojawiały się tzw. "projekty denko", a w nich recenzje kosmetyków :-)

Dziś "dziewiczy" post pod tym właśnie tytułem, a w nim lakier :-)

GOLDEN ROSE CHARMING "Classics charming nail lacquer" nr 75








Pierwsze zdjęcie z lampą, dwa pozostałe w świetle sztucznym :-)

Od dawna poszukiwałam szarego lakieru. Oglądałam różne "wariacje" na temat szarości i jakoś trudno było mi się na coś konkretnego zdecydować. 
Kiedy jednak ostatnio na stoisku Golden Rose dostrzegłam szarość postanowiłam w nią zainwestować (dokładnie nie pamięta, ale ta seria kosztuje chyba 3,60 zł, więc gdyby okazało się, że inwestycja jest nieudana, wielkiej straty by nie było ;-)).
Był jeszcze jaśniejszy odcień szarości, jednak przemiła pani ze stoiska poleciła mi ten odcień, czyli nr 75 (widoczny na zdjęciach).
Nie byłam przekonana do niego, ale dziś postanowiłam sprawdzić, czy owy kolor będzie moim przyjacielem w ciągu najbliższych miesięcy.
Jedna warstwa wygląda "słabo", ale dwie prezentują się już fantastycznie (oczywiście to tylko i wyłącznie moje zdanie): dwie warstwy widać na zdjęciach :-)

Muszę przyznać, że jestem zaskoczona wyglądem lakieru na paznokciach i bardzo mi się ten "look" podoba.

Co do trwałości to ciężko mi coś powiedzieć. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że lakiery Golden Rose na moich paznokciach bez żadnych utwardzaczy itd i bez żadnej bazy trzymają się zwykle 4 dni bez odprysków. Zobaczymy jak będzie z tym konkretnym odcieniem. (Dodam tylko, że ja nie oszczędzam "rąk" w domu: zmywam, piorę, gotuję itd :-) bez rękawiczek)

Czy podoba się Wam ten odcień? A może polecacie jakieś inne szarości? :-)


Miłego wieczoru :-)

Ja za chwilę będę oglądała "oddaj fartucha" :D, czyli "Master Chef" - dziś finał.
A w zapowiedzi programu możemy usłyszeć:
"ten tytuł to jest drzwi otwarta do świata kulinarna" - i jak można nie obejrzeć tego w całości w TV.

Kicia

P.S. Jesteście za czy przeciw takim postom? ;-)

piątek, 23 listopada 2012

Podsumowanie treningów: tydzień II

Oto mój nowy "postowy" pomysł :-)
Zamiast pisać codziennie (czy też co drugi dzień) o tym co mi się udało, jak się trenowało itd. postanowiłam wprowadzić nową serię : "Podsumowanie tygodnia".

Będą tu pojawiały się informacje o wykonanych treningach i o postępach, o tym co mi się podoba w treningach, a co mnie denerwuje i co bym zmieniła :-)

Być może z czasem zaczną pojawiać się również informacje o postępach w odchudzaniu itd ^^ (jak na razie postępów brak, więc nie byłoby o czym pisać ;))

Ale do rzeczy:

Tydzień treningów: 2 (a właściwie 8, była przerwa, więc zaczynam liczyć od nowa).

Typ treningu: FBW - zamienne A oraz B
TRENING A:
1. Wykroki
2. Martwy ciąg
3. Wiosłowanie
4. Pompki na kolanach
5. Pompki odwrotne
6. Brzuch - do zgonu mięśni brzucha :-)

TRENING B:
1. Push press
2a. Przysiad przedni
2b. Przysiad bułgarski
3. Przenoszenie sztangielki w leżeniu
4. Brzuch - tutaj dowolnie, pulsacyjne do upadku mięśniowego.

Schemat treningu: BAB

Dni treningowe: poniedziałek, środa, piątek.

Czas trwania treningów: trening A trwa dłużej (dokładnych pomiarów nie mam, ale pomyślałam, że to może być interesująca informacja dla niektórych ćwiczących). Ogólnie wydaje mi się, że czas (oczywiście bez rozgrzewki i rozciągania) treningów zbliżony jest do ok 30 minut (przy treningu B).

Serie i powtórzenia: 3 serie 8 powtórzeń.

Informacje dodatkowe:
O ile na początku miałam spore problemy z pewnymi ćwiczeniami (jak przysiad bułgarski: równowaga), tak z każdym treningiem jest coraz lepiej, ponieważ poprawia się moja koordynacja i coraz mocniejszy staje się mój gorset mięśniowy.
Obciążenia:
- Trening A (1: 4 kg, 2: 21 kg, 3: 8,5 kg, 4: b/o, 5: b/o, 6: b/o)
- Trening B (1: 19,5 kg, 2a: 7 kg, 2b: 4 kg, 3: 8,5 kg, 4: b/o)
(Liczby odpowiadają danemu ćwiczeniu w treningu, b/o oznacza bez dodatkowego obciążenia).

Obie wersje bardzo przypadły mi do gustu. Mimo, iż kiedyś wręcz nie znosiłam przysiadów i wykroków to teraz już mi nie przeszkadzają (chyba chodzi o to, że moje nogi potrafią więcej i przysiady to już nie jest dla nich zabójstwo). Powiem więcej: chyba nawet wolę wykonywać trening B, bo jest krótszy, a takie ustawienie ćwiczeń sprawia, że całe ciało jest super zmęczone.

Po tych treningach mam wrażenie, że moje bicepsy rosną w oczach.

Nie planuję zmieniać w tym roku treningów siłowych. Pomyślałam jednak, że w pozostałe dni będę wykonywała ZWOW'y i zobaczymy jak to wszystko dalej pójdzie.

Pozostałe treningi:
- Wtorek: ZWOW#1 (Czas Zuzki: 24:03; Mój czas: 20:48 - z modyfikacjami dla początkujących)
- Czwartek: ZWOW#2 (Czas Zuzki: 14:43; Mój czas: 23:23 - zamiast Twisted Push Ups robiłam Push Ups na kolanach)
W planach na weekend: trening metaboliczny (szczegóły wkrótce).


Podobają Wam się takie wpisy?

Kicia

P.S. Czas na degustację wiśniówki mojej produkcji ;-) Miłego weekendu.



czwartek, 22 listopada 2012

"Obiady czwartkowe", czyli nie samym sportem człowiek żyje

Zapraszam na pierwszy post z serii "Obiady czwartkowe"
Oczywiście nie będę tutaj podawała przepisów na potrawy, a będę pisała o "sztuce" czyli o książkach, filmach, czasopismach itd, które moim zdaniem jest godne polecenia i warte przeczytania/zobaczenia.

Bo jeśli ktoś nie pamięta, albo pod wpływem zmienionego programu nauczania ten fragment historii naszego Kraju został usunięty niżej tłumaczę skąd taki tytuł:

"Obiady czwartkowe zwane także: mądrymi obiadami lub czwartkami to organizowane przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego spotkania intelektualistów polskich.

Były to popołudniowe biesiady literacko-naukowe. Celem spotkań były rozmowy na tematy związane ze sztuką, nauką, omawianie dzieł literackich."
źródło: Wikipedia

Teraz już wszystko jasne, więc można przejść do sedna:

Polecana książka: Suzanne Collins "Igrzyska Śmierci".
  

Jakiś czas temu zakupiłam całą trylogię "Igrzyska Śmierci" (pisałam o tym Tutaj). Zachęciły mnie do tego pojawiające się w TV zwiastuny filmu nakręconego "na podstawie" książki. Miałam ogromną ochotę zobaczyć ten film, ale postanowiłam, że najpierw muszę zapoznać się z pierwowzorem.

Taki opis możecie przeczytać na okładce książki:
"Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć Cię za wszelką cenę?
Każdego roku młodzi mieszkańcy państwa Panem, powstałego na gruzach dawnej Ameryki Północnej, zmuszani są do wzięcia udziału w Głodowych Igrzyskach - okrutnym telewizyjnym show. Jest to forma upiornej daniny płaconej władzom kraju za dawną rebelię. Tym razem na arenę walki trafia między innymi szesnastoletnia Katniss Everdeen. Choć wcale tego nie chce, zmuszona będzie wybierać między instynktem samozachowawczym a człowieczeństwem, między życiem a śmiercią.
Igrzyska Śmierci to znakomita trylogia o totalitarnym państwie i młodej dziewczynie, która nagle staje w centrum przełomowych wydarzeń."
Zachęcające, prawda?

Po przeczytaniu tego tekstu pomyślałam: "no spoko, fajna książka do poduchy... Będę miała co czytać w łóżku"
No i miałam. Całą trylogię przeczytałam w 2 tygodnie. W każdej wolnej chwili sięgałam po te książki z wielkim napięciem i ciekawością, co stanie się dalej.

Książki opowiadają trudną historię szesnastoletniej dziewczyny, przepełnioną cierpieniem i poświęceniem. Historię dziewczyny, która mimo tego, że szybko musiała "wydorośleć" nie była przygotowana na to wszystko, co miało się wydarzyć. W tej książce zawartych jest tak wiele emocji, że nawet po przeczytaniu ostatniej części wciąż myśli się o tym, co właśnie się przeczytało.
Sposób narracji sprawia, że stajemy się bohaterem tych wydarzeń i wszystko dzieje się jakby z naszym udziałem. Jesteśmy uczestnikami tych wydarzeń, stajemy w ich centrum, a nie gdzieś obok.

Mimo, że w niektórych momentach można domyślić się dalszego ciągu wydarzeń, to książka trzyma w napięciu i zaskakuje, bo nie wszystko jest takie oczywiste.

PODSUMOWUJĄC: Już dawno nie miałam w swoich rękach tak dobrej pozycji. Myślę, że za jakiś czas przeczytam ją ponownie - tym razem zaznaczając niektóre fragmenty.

Wszystkie trzy części czyta się bardzo szybko. Jest napisana lekkim i przyjemnym do czytania językiem, mimo że zdarzenia, które są w niej opisane lekkie i przyjemne nie są.

Zbliżają się Święta i tak sobie myślę, że gdybym dostała te książki "pod choinkę" to byłabym bardzo zadowolona (oczywiście nie każdy lubi czytać, ale dla czytających - świetny prezent: oczywiście moim zdaniem).

Jeśli zastanawiacie się jaką książkę teraz przeczytać sięgnijcie po "Igrzyska Śmierci", a wydaje mi się, że nie będziecie żałować.


A teraz mniej przyjemna część tegoż wpisu:
FILM: "Igrzyska Śmierci" reżyseria: Gary Ross
Po przeczytaniu książek musiałam zobaczyć również film. Oczywiście jestem świadoma, że film nie odda dokładnie tego, co znajduje się w książce i pewne rzeczy muszą zostać zmienione, jednak ogólny sens zostaje zachowany.

Muszę jednak przyznać, że ta produkcja rozczarowała mnie bardzo. Niestety nie zostały przekazane uczucia i emocje jakie towarzyszyły naszym bohaterom, a właśnie ten aspekt jest bardzo ważny. Cała historia bez odpowiednio przedstawionego tła emocjonalnego staje się po prostu "ciekawą historią", ale bez głębszego sensu, która nie pozostawia w nas nic, poza świadomością "obejrzałem film" lub "obejrzałem film z ciekawą fabułą".
Książka pozostawia dużo więcej...
Nie piszę jednak, że filmu nie warto zobaczyć, bo myślę, że warto, chociażby po to, aby samemu ocenić czy reżyser postarał się, czy też nie ;-)


Nie będę pisała więcej na temat fabuły czy wątków ponieważ (jak to mój partner mówi) mogłabym za wiele opowiedzieć i wówczas czytanie książki traci jakby sens :-) (niestety, ale on ma racje... czasami zdarza mi się, że zdradzę jakiś szczegół i wówczas nie ma już żadnej niespodzianki :D)
UWAGA: Zamieszczone tu opinie przedstawiają mój osobisty i prywatny punkt widzenia. Jeśli piszę, że pewna pozycja literacka bardzo mi się podobała/nie podobała nie oznacza to, że Wasze odczucia będą takie jak moje. Pamiętajmy, że każdy z nas jest inny, ma inne odczucia i inne potrzeby oraz inną wrażliwość emocjonalną :-)



Kicia

Co sądzicie o "obiadach czwartkowych" na moim blogu?
Macie jakieś propozycje za jaką książkę teraz powinnam się zabrać?

środa, 21 listopada 2012

Smażona makrela: czyli Kicia gotuje

Dawno nie było wpisu o gotowaniu :-) - czas nadrobić zaległości.
Dziś będzie krótki wpis, ponieważ dotyczy on smażonej makreli... :-)

Na wstępie: link o makreli :-) warto tu zajrzeć. Na podanej stronie znajdziecie podstawowe informacje o makreli oraz informacje o wartościach odżywczych :-)


Może zacznę od początku:
Skąd pomysł na smażoną makrelę? Bo chyba świeża makrela nie jest w Polsce zbyt popularna...

Od dawna "obijało mi się o uszy", że świeża makrela jest bardzo smaczna i chciałam to sprawdzić. Jednak (nie wiem czemu i w ogóle o co chodzi) trudno jest zdobyć świeżą makrelę nadająca się do smażenia. Makreli wędzonych jest pod dostatkiem: wszędzie można ją kupić, ale za świeżą trzeba się nachodzić.

Dziś był mój szczęśliwy dzień. Trafiłam do doskonale zaopatrzonych rybnych delikatesów i moim oczom ukazała się świeża makrela. Oczywiście od razu ją dla siebie zakupiłam, a dla mojego partnera zakupiłam pstrąga :-) (bo właściwie po pstrągi się wybrałam).

Rybkę wykąpałam, posoliłam, popieprzyłam i dodałam odrobinę Vegety. Lekko oprószyłam mąką i bach na gorący olej.




Oczywiście na zdjęciu numer można zauważyć cień mojego telefonu i moje paluchy :D

Ostatnie zdjęcie to już nadjedzona rybka. Smakuje trochę jak uwędzona rybka. Jest soczysta. Bardzo mi smakowała, jednak mięsko nie wygląda tak pięknie jak w przypadku pstrąga. Jak widać na zdjęciu jest lekko "szarawe" i miejscami jakieś takie dziwne (jakby brunatno - jakieś takie dziwne). Jednak jest bardzo smaczna i na pewno zakupię ją ponownie. Tym razem będzie test "makrela w piekarniku" :-). Myślę, że z piekarnika może być smaczniejsza niż inna rybka (poza łososiem), ponieważ jest dość tłusta, więc się nie wysuszy podczas obróbki cieplnej.

Do rybki zajadałam się gotowanymi brokułami i patrzyłam jak mój partner wcina pstrąga i frytki...
I jestem z siebie dumna bardzo, ponieważ na frytki się nie skusiłam, mimo że były na wyciągnięcie ręki :-)

Jedliście kiedyś taką makrelę?

Kicia :-)

wtorek, 20 listopada 2012

Zgodnie z założeniami: ZWOW #1

Tak jak pisałam wczoraj: treningi siłowe przeplatane będą ZWOW'ami ;-)

I tak dziś na widelec poszedł ZWOW #1







Dla leniuchów, którym nie chce się filmików oglądać objaśnienie:
Wykonujemy 3 rundy następujących ćwiczeń na tzw czas:
- Dive Bombers 10 powtórzeń w serii
- Burpees 5 powtórzeń w serii
- Squat Leg Lift 20 powtórzeń w seriina każdą nogę
- Burpees 5 powtórzeń w serii
- Side Plank Lift 10 powtórzeń w serii na każdą stronę
- Burpees 5 powtórzeń w serii 
- Pistol squat 10 powtórzeń w serii na każdą nogę
- Burpees 5 powtórzeń w serii

Czas Zuzany 24:03... Mój czas: 20:48 

Ale teraz będzie cała prawda jak mi się udało "wykręcić" taki czas :-)
Otóż nie dałabym rady wykonać treningu w takiej formie w jakiej prezentuje się teraz (ZARAZ, ZARAZ... ja bym rady nie dała? Ależ oczywiście, że bym dała, ale zajęłoby mi to chyba tydzień :-)), także ułatwiłam go sobie zastępując pewne ćwiczenia ich łatwiejszymi odpowiednikami i w ten sposób moja seria wyglądała następująco:
- Dive Bombers na kolanach 10 powtórzeń w serii
- Burpees bez pompki (tylko skok do pozycji plank i do góry :-)) 5 powtórzeń w serii
- Squat Leg Lift (tu bez zmian, chociaż pewnie moje przysiady nie były tak głębokie) 20 powtórzeń w seriina każdą nogę
- Burpees bez pompki 5 powtórzeń w serii
- Side Plank Lift (na nogach zgiętych w kolanach) 10 powtórzeń w serii na każdą stronę
- Burpees bez pompki 5 powtórzeń w serii 
- Squat (robiłam zwykłe przysiady, bo pistols squat nie są na moją wagę) 10 powtórzeń w serii
- Burpees bez pompki 5 powtórzeń w serii


Muszę przyznać, że ten zestaw nieźle daje po nogach... W 3 serii moje nogi i pośladki były tak napięte, że myślałam, że już nie dam rady... ALE DAŁA...


I teraz mały apel do wszystkich, którzy boją się zacząć ćwiczyć, bo nie potrafią zrobić regularnej pompki:

CI LUDZIE, KTÓRZY CHWALĄ SIĘ TERAZ REGULARNĄ POMPKĄ, PRZYSIADAMI NA JEDNEJ NODZE ALBO SZPAGATEM KIEDYŚ BYLI DOKŁADNIE TACY JAK MY!!!
TEŻ NIE UMIELI PORZĄDNEGO PRZYSIADU, ALE REGULARNYMI ĆWICZENIAMI DOSZLI DO PERFEKCJI.

A WIĘC TY LENIUCHU CZYTAJĄCY TEGO POSTA PODNIEŚ SIĘ Z KANAPY (FOTELA, KRZESŁA) I ZRÓB CHOCIAŻ 1 PRZYSIAD - TO JUŻ BĘDZIE COŚ, BO OD "CZEGOŚ" TRZEBA ZACZĄĆ. 
NIE WYCHODZI CI REGULARNA POMPKA? ZACZNIJ OD POMPKI NA KOLANACH, A JEŚLI I TA JEST ZBYT TRUDNA TO ZACZNIJ OD POMPKI W POZYCJI KLĘKU PODPARTEGO, A ZANIM SIĘ OBEJRZYSZ SAM - DROGI CZYTELNIKU, NAKRĘCISZ SWÓJ PIERWSZY WOW (WORKOUT OF THE WEEK) 

Nie ma więc na co czekać, bo do lata coraz mniej czasu :-)

Do ćwiczeń.... gotowi... START. I pamiętajcie... nie czkajcie do Nowego Roku, bo ważne jest to, co robi się tu i teraz...

A ponad to... podobno 21.12.2012 to ma być koniec świata... Więc na co czekać?


Kicia

P.S. Dziś wieczorem kolejny odcinek Dextera... Chyba zasłużyłam na taki relaks? :)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Jak dobrze jest ćwiczyć

Po pierwsze chciałam ogłosić wszem i wobec, że znowu (pewnie już po raz n-ty) wracam do regularnych ćwiczeń :-). 
Tym razem jednak nie mam zamiaru przestawać w razie infekcji, bo zawsze są sposoby na złagodzenia bólu itd :-)

W tym tygodniu schemat moich treningów to BAB (we wcześniejszych postach możecie znaleźć info i całości).

Zgodnie z moimi założeniami dziś był trening B, czyli:

1. Push press
2. przysiad klasyczny
3. Przysiad bułgarski
4. Przenoszenie ciężaru nad klatką
5. Brzuch (do upadku mięśniowego).

W związku z tym, że mam ograniczone miejsce zamiast roweru stacjonarnego będę wykonywała ZWOW lub trening metaboliczny, który otrzymałam od jednej z moich czytelniczek (za co bardzo serdecznie raz jeszcze dziękuję).

Oczywiście dieta to głównie potrawy przygotowywane w domu. Teraz pracuję nad zwiększeniem ilości ryb w diecie i pierwszym krokiem było zrobienie sałatki z tuńczykiem (wiem, wiem tuńczyk nie jest najlepszą rybą, ale ja czasami takiego tuńczyczka zjeść sobie lubię). Muszę również popracować nad zwiększeniem oliwy i oleju kokosowego... Zobaczymy jak mi to pójdzie.
Póki co udało mi się całkowicie mleko krowie (które uwielbiam dodawać do kawy) zamienić na ryżowe/owsiane ;-P

Mój cel to wysmuklić się przed kolejnymi "wakacjami". Myślę, że mając przed sobą ponad pół roku ćwiczeń jestem w stanie osiągnąć cel ;-)

Mam nadzieję, że będzie mi towarzyszyć w tej drodze.

Pozdrawiam,
Kicia

piątek, 16 listopada 2012

Ciasteczka z duszą ;-)

Dziś w DDTVN była (jeśli się nie mylę) Aneta, która prowadzi bloga "Ciasteczka z duszą".

Wiem, że mój blog o ciasteczkach nie jest, ale czułam wewnętrzną potrzebę podzielenia się z Wami linkiem do tegoż właśnie bloga http://ciasteczkazdusza.blogspot.com/

Można zamówić tam przepiękne, jadalne ciasteczka. 
I jeśli nie macie pomysłu na prezent to takie ciasteczka mogą być świetnym upominkiem lub dodatkiem do prezentu, no i oczywiście tak piękne ciasteczka będą ozdobą każdego stołu i mogą być super dodatkiem na każdej imprezie. 

Zachęcam więc do odwiedzenia tego bloga, a dla zaostrzenia smaku zaprezentuję Wam jeden z zestawów ciasteczkowych (zdjęcia pochodzi z bloga ciasteczka z duszą:



Miłego weekendu

Kicia

P.S. Powrót do regularnych ćwiczeń sprawił, że czuję się lepiej :D

środa, 14 listopada 2012

Liebster blog ;-)

Dziś post pt.: "Liebster blog". Do zabawy zaprosiła mnie Karolina, której bardzo dziękuję za nominację :-)

Nominacja jest otrzymywana od innego blogera w celu wzajemnego poznania się i pochwały za dobrze wykonaną pracę na blogu. Otrzymują ją blogi o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje to możliwość zwiększenia liczby obserwatorów i czytelników. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób, musisz je koniecznie poinformować o tym, oraz zadać im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię  nominował. Sprawdź, czy Ty zostałaś nominowana? :)

Czas na pytania od Karoliny i moje odpowiedzi:

1. Film czy książka?
 
Zdecydowanie książka. Jakiś czas temu (będzie już ładnych parę lat) natrafiłam na pewną pozycję, która bardzo mnie zainteresowała i szybko udało  mi się przeczytać ją od deski do deski. Od tamtej pory zdecydowanie stawiam na książkę, ale dobry film również z chęcią obejrzę. 

 
2. Jakie masz włosy? Proste, falowane czy może kręcone? I jakiego koloru?
 
Moje włosy są proste (ale "podatne" na skręt), krótkie i obecnie w kolorze "jasny brąz matowo kasztanowy" (czy jakoś tak), a moim zdaniem są brązowe i lekką poświatą mahoniu :D. Natomiast naturalnie jestem typową ciemną blondyn ;-) 
 
3. Czy masz jakieś zwierzęta? Jeśli tak to jakie?
 
Uważam, że wszystkie zwierzęta są cudowne, ale osobiście kocham się w kotach i takowe bestie posiadam osobiście ;-)
 
4. Wymarzone wakacje?
 
Trudne pytanie. Bo wymarzone wakacje to dla mnie takie, w czasie których nie muszę nic robić, tylko mogę się wylegiwać i odpoczywać, czytać książki itp. 
A jeśli chodzi o miejsce to w pobliżu akwenu wodnego, ale żeby temperatura nie przekraczała 25 stopni, bo nie znoszę upałów ;-) 
 
5. Najzabawniejsza sytuacja jakiej byłaś bohaterem?
 
Wracając z wykładów (stare dobre czasy) tak się zagadałam ze znajomymi, że "przytuliłam słup". Do tej pory nie wiem jak to się stało, przecież wracałam tą drogą codziennie... 
 
6. Oglądasz seriale? Jeśli tak to jakie?
 
Oczywiście, że oglądam. Jestem serialoholiczką prawie :D. Oczywiście mam kilka ulubionych seriali:
- "Dexter"
- "Gra o tron"
- "Na Wspólnej" (chyba z przyzwyczajenia)
- "Lekarze" (całkiem się TVN postarał)
a w młodości "Zbuntowany anioł" itd. Teraz nie mogłabym już tych brazylijskich tasiemców oglądać, ale kiedyś to był obowiązkowy punkt dnia :D
 
7. Najukochańsza część twojego ciała to...?
 
Proste pytanie: od zawsze uważałam, że mam śliczne uszka (takie malutkie, nie odstające i zgrabniutkie :D), kostki i nadgarstki. Jeszcze całkiem nieźle wyglądają moje stopy, dłonie i nos :D
 
8. Największa motywacja do działania? Nie ważne czy do odchudzania, czy do nauki, czy do zmiany?
 
Ciężko powiedzieć, bo w różnych okresach motywatory były różne.
 
9. Serce cz rozum? W życiu.. nie w reklamie :P
 
Raczej rozum, chociaż różnie to bywa :P
 
10. Ulubiona potrawa?
 
Nie mam takiej jednej ulubionej potrawy, ale spagetti lubię bardzo :-)
 
11. Jakiego koloru są Twoje oczy?
 
Niebieskie




Oto moje odpowiedzi. Nie będę nikogo nominowała, bo wydaje mi się, że już wszyscy nominowani zostali.


Kicia



wtorek, 13 listopada 2012

Zakupy, czyli nie samym sportem człowiek żyje: "Himalaya"

Kolejny post z serii  zakupowej, a od teraz tak właśnie będą się nazywały posty tego rodzaju: "Zakupy, czyli nie samym sportem człowiek żyje".
(Myślę, że pod nazwą "...,czyli nie samym sportem człowiek żyje" zaczną pojawiać się posty nie związane ze sportem i treningami. Zastanawiam się również nad zamieszczaniem informacji o moim kocie, ale to by było chyba zbyt wiele :D)

Dziś krótko i szybko chciałabym Wam zaprezentować produkty z firmy "Himalaya", na które całkiem przypadkiem trafiłam w niedużej, osiedlowej drogerii.
Powinnam zacząć od tego, że marka (firma) "Himalaya" kojarzy mi się z szamponami i odżywkami do włosów, które (nie wiem skąd mi się to wzięło) mają dobrą opinię. Nie jestem teraz pewna, czy to magia YT, czy też opinie moich koleżanek, ale w mojej głowie na widok napisu "Himalaya" od razu pojawia się informacja "dobry szampon" :D - może Wy umiecie to jakoś wytłumaczyć? Dodam tylko, że to co teraz zakupiłam to moje pierwsze, osobiste i prywatne spotkanie z tą marką. :D

Oczywiście chciałam zakupić szampon i odżywkę (bo akurat moje się kończą), ale niestety nie było tam takich produktów. Postanowiłam się więc bliżej zapoznać z zawartością małej wyspy i oto produkty, na które się skusiłam:

1. Himalaya herbals: Pufifying Neem Face Wash (Normal to Oily Skin)

Oczyszczający żel do mycia twarzy z Miodlą Indyjską (Neem)
Preparat delikatnie myje, nawilża i odżywia skórę, usuwając nadmiar sebum. Miodla indyjska (Neem) znana ze swoich właściwości antybakteryjnych, w połączeniu z kurkumą, skutecznie przeciwdziała trądzikowi i wypryskom , pozostawiając skórę czystą, miękką i świeżą. Nie wysusza oraz nie powoduje nieprzyjemnego wrażenia ściągnięcia. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju cery, nie zawiera mydła.

Pojemność: 150 ml
Cena: 14,90 zł


2.  Himalaya herbals: Nourishing Skin Cream

Odżywczy krem do całego ciała. Lekki, odżywczy krem ziołowy. Nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Regularnie stosowany ujędrnia i wygładza skórę. Wyciąg z aloesu odżywia i nawilża, wyciąg z wiśni i indyjskiego drzewa kino chroni skórę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych oraz przesuszeniem.

Pojemność: 50 ml
Cena: 6,80 zł

3.  Himalaya herbals: Protecting Neem & Turmeric soap

Kostka myjąca - ochronna. Moidla indyjska i kurkuma to skuteczne połączenia ziół, które oczyszczają skórę i usuwają zaskórniki. Ekstrakt z cytryny odświeża skórę pozostawiając ją świeżą i zdrową.

Pojemność: 75 g
Cena: 2,70 zł

3.  Himalaya herbals: Dental Cream

Pasta do zębów z naturalnym fluorem. Rewelacyjna formuła ziołowa do higieny jamy ustnej. Odpowiednia dla całej rodziny. Pasta skutecznie czyści zęby oraz chroni je przed paradontozą i próchnicą. Polecana jest szczególnie osobom uskarżającym się na obrzęk, krwawienie dziąseł lub nadwrażliwość zębów. Skutecznie przeciwdziała nieświeżemu oddechowi.

Pojemność: 10 g
Cena: gratis ;-)









Ostatnie zdjęcia przedstawia gratisy, którym zostałam obdarowana :-). To bardzo miłe, bo nie zawsze na jakiś gratis można liczyć, a tu w gratisie pasta i jeszcze kilka próbek :-).
Swoją drogą pani w tej drogerii była przesympatyczna i przemiła i miała piękny makijaż ;-), bo nie zawsze obsługa w drogeriach jest miła i chętna do pomocy.

Oczywiście o kosmetykach jeszcze nic nie powiem, (bo co mogę powiedzieć: jak dla mnie to ładnie pachną oraz, że krem się wchłonął bardzo szybko? :D), ale jak je zużyję dam znać, czy są dobre - oczywiście opinia, która pojawi się na tym blogu, będzie moją prywatną, subiektywną opinią i opisem moich osobistych odczuć związanych z tymi produktami :-).

Czy Wy, drodzy Czytelnicy chcecie, ale tu na blogu pojawiały się posty zakupowe/recenzje kosmetyków oraz inne takie twory? ;-)

A swoją drogą to jestem ciekawa, czy posiadałyście jakieś produkty marki "Himalaya" i jak się u Was sprawdziły?

Kicia

poniedziałek, 12 listopada 2012

Nowy tydzień, nowe postanowienia ;-)

Witam wszystkich moich czytelników.
Nie było mnie jakiś czas, bo jakoś nie miałam weny by pisać. Byłam również chora, a kiedy choroba stała się mniej uciążliwa zatoki pokrzyżowały wszystkie plany - kto nie miał problemu z zatokami ten nie zdaje sobie sprawy jak uciążliwe może być zwykłe schylanie się (np by założyć buty). Zastanawiałam się również nad tym, czy aby nie przeprofilować odrobinę tego bloga. 
Oczywiście odchudzanie i zdrowy "lajfstajl" nadal będą przodowały, ale chyba zaczną pojawiać się tutaj również moje opinie na różne tematy ;-)

Ostatnie tygodnie nie były zbyt aktywne, jednak "coś tam" starałam się zrobić.
Oczywiście nie spodziewałam się po "jakimś tam" treningu, że będę chudła w oczach itd. Od dziś jednak wracam do regularnej aktywności fizycznej i zastanawiam się nawet gdzie w tym naszym malutkim gniazdku można by postawić rower stacjonarny, który ze względu na brak miejsca musiał owo gniazdko opuścić...

A teraz trening :-)
Przez kolejne tygodnie nic się nie zmieni. Nadal będę wykonywała te same dwa zestawy treningowe naprzemiennie (oczywiście zmieniając ilość serii, powtórzeń oraz obciążenia):
TRENING A:
1. Wykroki
2. Martwy ciąg
3. Wiosłowanie
4. Pompki na kolanach
5. Pompki odwrotne
6. Wznosy nóg w leżeniu

TRENING B:
1. Push press
2a. Przysiad przedni
2b. Przysiad bułgarski
3. Przenoszenie sztangielki w leżeniu
4.brzuch - tutaj dowolnie, pulsacyjne do upadku mięśniowego.

Jestem już po treningu A zgodnie z rozpiską na 7,8 tydzień: czyli 3 serie 8 powtórzeń.

1. Wykroki 4 kg
2. Martwy ciąg 21 kg
3. Wiosłowanie 8,5 kg
4. Pompki na kolanach b/o
5. Pompki odwrotne b/o
6. Wznosy nóg w leżeniu b/o.

Jutro będę miała mega zakwasy :-) A tymczasem miłego wieczorku :-)

Kicia