poniedziałek, 31 grudnia 2012

Hepi Niu Jer :D


Wszystkiego najlepszego w Nowym 2013 Roku. Niech spełnią się Wasze marzenia i niech pojawią się nowe, bo życie bez marzeń jest smutne :)
Wytrwajcie w swoich postanowieniach i niech wszystko, co przyniesie Nowy Rok będzie wspaniałą przygodą.
 
A dziś życzę Wam, by ta noc była szczególna i szczęśliwa. I nie ważne, czy będziecie bawić się na wystawnych balach, domówkach, czy też spędzicie ten wieczór sami w domach. Ważne jest to, abyście byli szczęśliwi i zadowoleni.
 
Z całego serca życzę Wam wszystkiego co najlepsze :)
Kicia

niedziela, 30 grudnia 2012

Porządki na koniec roku: Trening :)

Było "podsumowanie" kosmetyczne teraz czas na podsumowanie treningowe.

Rok 2012 był dla mnie super intensywnym rokiem pod względem pracy nad własnym ciałem.

Bieganie i treningi siłowe to moje główne aktywności fizyczne. Pod koniec roku doszły ZWOW'y.

Chciałabym wszystkim przypomnieć (a może niektórych uświadomić), że trening siłowy w procesie odchudzania odgrywa znaczącą rolę. Budując mięśnie "podkręcamy" metabolizm? Jak to możliwe?
W skrócie: więcej mięśni = większy wydatek energetyczny. Dodatkowo kilogram mięśni jest objętościowo mniejszy niż kilogram tłuszczu, więc nawet jeśli "przytyjemy" (oczywiście chodzi mi o liczby, które ukazują się na wadze) w rzeczywistości dla otoczenia możemy stać się "szczuplejsi".




Ale o treningach miałam pisać, więc podam Wam kilka moich spostrzeżeń (TO SĄ TYLKO I WYŁĄCZNIE MOJE SPOSTRZEŻENIA I MOJE ZDANIE):
- Aktywność należy dopasować do możliwości każdej osoby indywidualnie. To, że ja zrobię 5 pompek, nie oznacza, że szczuplejsza osoba nie ćwicząca do tej pory zrobi ich tyle samo.
- Trening FBW czyli Full Body Workout w redukcji jest lepszy niż dzielony. Dzięki FBW każdy trening pobudza całe nasze ciało do pracy.
- Treningi należy urozmaicać: moim zdaniem zmiana treningu co 8 tygodni daje możliwości sensownego progresu i doskonałego rozwoju (oczywiście zmiana treningu jest kwestią indywidualną).
- W treningach nie należy unikać ćwiczeń, których nie lubimy, chociaż na początku przygody z treningiem unikanie takich ćwiczeń jest wskazane. Teraz wytłumaczę o co mi chodzi :) bo to zdanie same sobie zaprzecza.
Na początku przygody z jakimkolwiek sportem nie możemy się do tegoż sportu (ogólnie do sportu) zniechęcić. Jeśli więc naszym celem jest redukcja (a do tej pory był z nas kanapowy potwór) i wszyscy nam mówią: "idź na basen", a my nie znosimy wody (albo wstydzimy się naszego ciała) wybierzmy inny rodzaj aktywności: szybkie spacery po parku, wysiadanie przystanek wcześniej z autobusu podczas powrotów z pracy, kajaki, tenis, siatkówka. Bo żeby z "kanapowca" stać się miłośnikiem aktywności trzeba zaczynać z głową, rozsądnie i w taki sposób, by nie zniechęcić się po tygodniu ćwiczeń.
Tak samo jest na siłowni: zaczynając poprośmy kogoś doświadczonego o pomoc w doborze treningu. Powiedzmy mu jakie ćwiczenia lubimy, a jakiś nie znosimy. Bo jeśli coś mamy robić długo i systematycznie to musi nam to sprawiać radość. Kiedy już "rozćwiczymy" nasze ciało nie bójmy się sięgać po trudniejsze wersje ćwiczeń oraz te kombinacje za którymi nie przepadamy.
Z własnego doświadczenia wiem, że po jakimś czasie stawianie sobie wyzwań i walka z własnym ciałem staje się wspaniałą motywacją. Kiedyś nie znosiłam przysiadów, wykroków itd, a teraz uważam trening B, który robiłam ostatnio (przysiad przedni, przysiad bułgarski) za coś wspaniałego.
- Ominięcie jednego treningu nie przekreśla naszych dotychczasowych starań. Każdy z nas ma prawo mieć gorszy dzień. Pamiętajcie, że najważniejsze to słuchać własnego ciała. Więc jeśli czujemy się zmęczeni, znudzeni czy "coś" bardzo nas rozbiło spokojnie omińmy jeden trening, ale pamiętajmy o tym, że omijanie treningów nie może stać się rutyną. Bo przetrenowanie jest tak samo złe jak brak treningów.
- Żeby takie treningi przynosiły rezultaty niezbędna jest odpowiednia dieta. Trzeba zacząć "jeść z głową", bo "zbyt ciężkie" jedzenie, bez odpowiedniej ilości składników odżywczych może spowolnić/zablokować cel do jakiego dążymy. Ale tu jest taka sama zasada jak z treningami: jeśli raz na jakiś czas zjemy frytki, lody czy cokolwiek innego nic się nie stanie, pod warunkiem, że takie wyskoki nie będą pojawiały się za często i ilość spożywanego takiego "złego" posiłku nie będzie ogromna :)
- Jeszcze coś o bieganiu: to nie prawda, że każdemu bieganie musi się podobać. To nie prawda, że bieganie jest przyjemne i fantastyczne. To nie prawda, że każdy może biegać. Bo bieganie, jak każda inna dyscyplina wymaga wysiłku i wielu wyrzeczeń. Biegacz nie może obżerać się "czisami z Maka", bo potem nie zrobi "życiówki". Jak biegasz to męczysz się, pocisz, nogi nie chcą się już poruszać, bo nie mają siły, a Ty biegniesz dalej :)
I o co w tym chodzi? Nie wiem o co chodzi innym, ale mi chodzi o pokonywanie własnych słabości. Kiedy biegam mam czas, by przemyśleć pewne sprawy i spojrzeć na nie z dystansem. Kiedy biegam nie martwię się o nic, bo to czas tylko dla mnie. Biegnąc relaksuję się, mimo że moje ciało się męczy.
Kiedy biegam jestem tylko ja i moja ulubiona muzyka i zapach lasu. Bo kiedy biegam czuje, że żyje!!! A kiedy wracam do domu zmęczona i spocona i zerkam na telefon i okazuje się, że właśnie przebiegłam 100 m więcej niż ostatnio to jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!!!

I na koniec dodam tylko, że mimo iż moje treningi spektakularnych efektów nie przyniosły to się nie poddam. Na początku przyszłego roku będę miała zmienione leki. Prawdopodobnie przez źle dobrane leki mój wysiłek nie przyniósł efektu.
Wydaje mi się, że w końcu trafiłam na lekarza, któremu zależy na tym, by mi pomóc. Tak więc trzymajcie kciuki, by tym razem leki unormowały to co powinny i by rok 2013 był szczęśliwym dla mnie i dla Was wszystkich.

Powodzenia w treningach w nadchodzącym Roku i niech progres będzie widoczny!!!

sobota, 29 grudnia 2012

Porządki na koniec roku: Włosy :)

Oto i nadszedł czas na ostatni kosmetyczny post w tym roku. Dziś przedstawię Wam zużyte przeze mnie produkty do włosów.
Zaczynamy:

1. Alterra, Szampon i odżywka nawilżające: Granat i Aloes










Informacje ogólne:
Szampon:
Do produkcji szamponu nawilżającego zastosowano specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości: wartościowa kompozycja pielęgnacyjna z wyciągami z aloesu, granatu i kwiatów akacji pielęgnuje włosy, nawilża je i dostarcza włosom zniszczonym nowej energii.
Odżywka:
W odżywce zostały wykorzystane wybrane składniki najlepszej jakości. Wysokowartościowa kompozycja roślinna z ekstraktem z aloesu, granatu i kwiatu akacji pielęgnuje, nawilża oraz wzmacnia zmęczone, suche i zniszczone włosy.
Produkt:
- wolny od syntetycznych barwników, aromatów i konserwantów,
- bez silikonów, parafiny i innych produktów naftowych,
- przebadany dermatologicznie,
- wegański.

Skład:
Szampon:
Aqua, Lauryl Glucoside, Sodium Coco Sulfate, cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Lauroyl Sarcosine, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbadensis Extract*, Acacia Farnesiana Extract, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Alcohol*, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Citral**.
* surowce pochodzące z uprawy kontrolowanej biologicznie.
** naturalne olejki eteryczne.
Odżywka:
Aqua, Alcohol*, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Glycine Soja Oil*, Punica Granatum Seed Oil*, Ricinus Communis Oil*, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbardensis Extract*, Acacia Farnesiana Extract*, Lauroyl Sarcosine, Sodium Lactate, Hydroxyethylcellulose, Carthamus Tinctoris Oil*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil
Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Citral**,
* Składniki z certyfikatem rolnictwa ekologicznego
** Naturalne olejki eteryczne

Pojemność:
Szampon:
250 ml
Odżywka:
200 ml

Cena:
ok 10 zł (oba produkty mają podobną cenę)

Moja opinia:
Całkiem dobre duo. Moje włosy po tym zestawie były lśniące, dość łatwo się rozczesywały i ładnie wyglądały. Zestaw całkiem wydajny. Przy codziennym stosowaniu nie zauważyłam większego niż zwykle przesuszenia, czy puszenia się włosów, były dość gładkie.
Oba produkty mają przyjemny zapach.
Myślę, że jeszcze do siebie wrócimy :)

 2. Dove, Szampon i odżywka: Color Repair

 




Informacje ogólne:
Szampon:
Czy wiesz, że farbowane włosy tracą kolor głównie dlatego, że są zniszczone? Zaawansowana regenerująca technologia Dove zawiera `Micro Moisture Serum`, które pomaga regenerować powierzchnię włosów, żeby pomóc zatrzymać w nich kolor oraz `Fibre Actives`, które posiadają właściwości wnikania w głąb włosów i regenerowania ich od środka. Zapewnia Twoim włosom intensywny i długotrwały kolor.
Odżywka:
Czy wiesz, że farbowane włosy tracą kolor głównie dlatego, że są zniszczone? Zaawansowana regenerująca technologia Dove zawiera `Micro Moisture Serum`, które pomaga regenerować powierzchnię włosów, żeby pomóc zatrzymać w nich kolor oraz `Fibre Actives` , które posiadają właściwości wnikania w głąb włosów i regenerowania ich od środka. Zapewnia Twoim włosom intensywny i długotrwały kolor.

Skład:
Szampon:
Składu szamponu nie mogłam znaleźć :D
Odżywka:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Stearamidopropyl Dimethylamine, Behentrimonium Chloride, Parfum, Dipropylene Glycol, Lactic Acid, Amodimethicone, Sodium Chloride, Glycerin, Trehalose, Gluconolactone, Adipic Acid, Sodium Sulfate, DMDM Hydantoin, Disodium EDTA, PEG - 7 Propylheptyl Ether, Cetrimonium Chloride, Phenoxyethanol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal , Hydroxycitronellal, Linalool, CI 15985, CI 19140

Pojemność:
Szampon:
250 ml
Odżywka:
200 ml

Cena:
ok 10 - 12 zł (oba produkty mają podobną cenę)

Moja opinia:
Bardzo się polubiliśmy. 
Podczas mycia sporo piany, przyjemny zapach. Włosy miękkie, lejące, gładkie i bardzo lśniące. Nie mogę wypowiedzieć się co do przetłuszczania włosów, ponieważ ja włosy myję codziennie. Efekt bardzo mi się podobał i już zaopatrzyłam się w kolejny taki zestaw. Wydaje mi się, że ten zestaw to mój numer 1 w pielęgnacji włosów 2012. Z moimi włosami robi te wszystkie rzeczy, których oczekuję po dobrym zestawie szampon i odżywka :)

3. Green Pharmacy, Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych z rumiankiem lekarskim 









Informacje ogólne:
Tradycja stosowania ziół w leczeniu różnych dolegliwości sięga czasów starożytnych. Wiele niezastąpionych receptur nadal potwierdza swoją aktualność i efektywność.
Rośliny lecznicze są sprawdzonym lekiem po który często sięgamy w czasie choroby czy osłabienia organizmu i otrzymujemy skuteczną pomoc. Dlatego głównym składnikiem szamponu jest wyciąg z koszyczków rumianku lekarskiego o działaniu ogólnie wzmacniającym, przeciwzapalnym i antyalergicznym. Wyciąg z rumianku, bogaty w witaminę C, zwalczającą wolne rodniki - powoduje opóźnienie starzenia się skóry, a także witaminę PP, wzmacniającą naczyńka krwionośne - dzięki czemu poprawia wygląd skóry oraz wspomaga procesy regeneracyjne włosów na całej ich długości. Wzmacnia cebulki włosowe i chroni końcówki przed rozdwojeniem.
Rumianek to naturalny filtr UV oraz bogate źródło życiodajnej energii z przyrody, która przywraca włosom zdrowie.
Skład:
Aqua (Purified water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Cocamide DEA, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Polyquaternium-10, Chamomilla Recutita Extract, Parfum, Citric Acid, Methylisothiazolinone, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, CI 19140

Pojemność:
350 ml;

Cena:
ok 8 zł

Moja opinia:
Ten szampon to koszmar. Zakupiłam go pod wpływem wielu pozytywnych opinii i myślałam, że poprawi stan moich zniszczonych codziennym myciem włosów.
Niestety zawiodłam się i to bardzo.
Już w czasie mycia włosy plątały się niesamowicie. Wypłukanie szamponu z włosów to była męczarnia, rozczesanie bez maski - niemożliwe... Dodam, że mam krótkie włosy długość ok 15 cm. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby moje włosy były dłuższe. Zużycie szamponu zajęło mi prawie pół roku.
I dodam, że za każdym razem, kiedy go używałam włosy były splątane, szorstkie...
Dla mnie mega bubel.

4.Lakiery do włosów: Nivea Color Crystal Gloss oraz Pantene Style większa objętość

Pojemność:
250 ml

Cena:
15 - 20 zł (zależy od sklepu i promocji)

Moja opinia:
Zacznę od tego, że lakier do włosów w mojej łazience zawsze być musi. Mam krótkie włosy i potrzebuję lakieru, żeby fryzura się utrzymała. Mam swojego ulubieńca: Taft w pomarańczowej butelce z szarą zatyczką, ale nie zawsze można go dostać. Dlatego w moim domu pojawiają się różne lakiery.
Udało mi się zachować 2 butelki.
Na pierwszy ogień pójdzie Nivea Color Crystal Gloss:
- nie wydajny
- słabo utrwala (mimo, że niby extra strong)
- całkiem ładnie pachnie.
Bardzo się rozczarowałam, bo po Nivea spodziewałam się czegoś więcej. Ten lakier z moimi włosami nie robił kompletnie nic. Fryzura nie utrzymywała się nawet przez pół dnia i więcej go nie kupię.
Pantene Style: Większa objętość:
- ładnie pachnie
- nie skleja włosów
- dość wydajny
- łatwo daje się wyczesać
- utrwala całkiem porządnie i nie daje efektu hełmu - włosy po użyciu tego lakieru są nadal dość miękkie :).
To moje 2 lub 3 opakowanie. Sięgam po niego, gdy nie ma Tafta i jestem całkiem zadowolona.

To już całe kosmetyczne podsumowanie. Więcej opakowań nie mam.
Teraz zastanawiam się o czym będę pisała na początku przyszłego roku... Bo wydaje mi się, że w styczniu do treningów jeszcze nie dam rady wrócić.

Kicia :)

piątek, 28 grudnia 2012

Porządki na koniec roku: Ciało :)

Dziś czas na ciało czyli produkty, które w tym roku wykorzystałam :). Będą to głównie żele pod prysznic - jakoś najwięcej pustych opakowań właśnie po nich znalazłam :)


1. Isana, Dusch Ol








Informacje ogólne:
Olejek pod prysznic z dodatkiem olejku sojowego i słonecznikowego jest idealny do codziennego oczyszczania skóry suchej i podrażnionej. Zawartość pantenolu i witaminy E chroni przed wysuszeniem oraz sprawia, że staje się ona gładka i delikatna. Bez dodatku mydła.

Skład:
Glycine Soja, Mipa Laureth Sulfate, Laureth-4, Hellianthus Annuus, Parfum, BHT, Panthenol, Tocopheryl Acetate

Pojemność:
200 ml

Cena:
ok 6 - 7 zł 

Moja opinia:
Zakupiłam go z myślą o tym, że dzięki niemu ograniczę ilość kosmetyków nawilżających. Zwłaszcza latem bardzo uciążliwe jest (oczywiście dla mnie) używanie balsamów. Nie znoszę nakładania dodatkowych produktów na skórę w upalne dni. Niestety bardzo się rozczarowałam, bo w moim przypadku nie sprawdził się:
- mojej skóry nie nawilżał
- powodował u mnie uczucie swędzenia
- dodatkowo nasiliło się rogowacenie okołomieszkowe, z którym się borykam.
Zapach tego produktu jest specyficzny i bardzo podobny do innych olejowych preparatów myjących. Nie kupię więcej, bo w moim przypadku nie było żadnego pozytywnego efektu. Jedyny plus to jego cena, a nie to się liczy. Męczyłam się z nim strasznie. 

 2. Alterra, żel Kwiat Neroli i Bambus




Informacje ogólne:
Pielęgnujący żel pod prysznic Kwiat pomarańczy i Bambus - Limitowana edycja - ożywcza i rozpieszczająca pielęgnacja
- kosmetyk naturalny
- wegański.

Skład:
Aqua, Alcohol*, Glycerin, Coco-Glucoside, Caprylyl/Capryl Glucoside, Xanthan Gum, Sodium Coco-Sulfate, Bambus Arundinacea Extract*, Citrus Aurantium Amara Flower Distillate*, Aloe Brbadiensis Gel*, Parfum**, Limonene**, Linalool**, Geraniol**, Citral**. (07.06.2012)

* ingredients from certified organic agriculture
** from natural essential oils.
Pojemność:
250 ml;

Cena:
ok 7 zł 

Moja opinia:
Piękny zapach - oczywiście jest to względna cecha.
Pierwsze dni użytkowania bardzo mnie zachwycały, jednak po pewnym czasie zaczęły się problemy z przesuszaniem skóry.
Ze względu na zapach kupiłabym go ponownie, ale z drugiej strony przesuszona skóra skutecznie mnie zniechęciła do ponownego zakupu :)
Nie polecam i nie odradzam szczególnie.

3.Yves Rocher, Jardins du Monde







Informacje ogólne:
Obficie pieniący się żel do mycia ciała pozostawia lekki zapach na skórze. Delikatnie nawilża, a jego działanie zależy od zawartej w nim rośliny. Dostępne zapachy w gamie Ogrody Świata, to:
- migdał z Kalifornii,
- kwiat lotosu z Laosu,
- gardenia z Polinezji,
- palma Malezyjska,
- orchidea z Madagaskaru,
- ziarna kakao z Afryki,
- ziarna kawy z Brazylii,
- wetiver z Haiti,
- pomarańcza z Florydy,
- ylang - ylang z Komorów,
- anyż gwiazdkowy z Chin,
- aloes z Meksyku,
- cytryna z Meksyku,
- bawełna z Indii,
- lawenda z Prowansji
- afrykańskie masło karite 2w1.

Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Ammonium Lauryl Sulfate, Parfum, Glycerin, Limonene, Sodium Cocoamphoacetate, Polysorbate 20, Sodium Benzoate, Citrus Aurantium Dulcis, Citric Acid, Sodium Chloride, Linalool, Polyquaternium-7, Allantoin, Propylene Glycol, Salicylic Acid, Citral, CI 15985, CI 17200

Pojemność:
200 ml;

Cena:
ok 12 zł

Moja opinia:
Ogólnie lubię żele YR. W moim przypadku dobrze myją, są dość wydajne i przyjemnie pachną oraz nie przesuszają mojej skóry.
Kupuję je głównie dla pięknego zapachu :)

4.Palmolive, Aroma Therapy, Morning Tonic




Informacje ogólne:
Zawiera ekstrakty z trawy cytrynowej oraz olejki z palmarosy i mandarynki. Zapewnia energetyzujące przebudzenie pod prysznicem. 

Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Parfum, Sodium Chloride, Cocamide MEA, Sodium Benzoate, Sodium Salicylate, Citric Acid, Polyquaternium-7, Tetrasodium EDTA, Poloxamer 124, Cymbopogon Citratus Leaf Oil, Cymbopogon Martini Oil, Cirtus Tangerina Peel Oil, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, CI 47005, CI 42090, CI 14700

Pojemność:
250 ml;

Cena:
ok 10 zł

Moja opinia:
Najpiękniejszy letni zapach. Dla mnie idealny na ciepłe i upalne dni: dobrze myje, odświeża, nie podrażnia. Jak widać udało mi się zachować 2 butelki, a więc to coś musi oznaczać.
Zakochałam się w nim, a zwłaszcza w zapachu. Najfajniejsze jest to, że zapach odrobinę się zmienia w czasie użytkowania i bardzo długo utrzymuje się na skórze. A do tego jest bardzo wydajny. To mój zdecydowany faworyt w kategorii żel pod prysznic 2012 :)
Jestem pewna, że latem 2013 również będzie gościł w mojej łazience, bo my się po prostu zakochaliśmy w sobie.

 5. HIPP, Oliwka Pielęgnacyjna






Informacje ogólne:
Oliwka HiPP przeznaczona jest dla dzieci od 1 dnia życia. Nie zawiera substancji zapachowych, uważanych za alergizujace (zgodnie z Dyrektywą 2003/15/WE), olejków eterycznych, barwników, substancji konserwujących, emulgatorów, parabenów i surowców pochodzenia zwierzęcego. Jest dobrze tolerowana przez skórę.
Delikatny masaż z użyciem Oliwki pielęgnacyjnej HiPP Babysanft z ekologicznym olejkiem migdałowym BIO sprzyja dobremu samopoczuciu maluszka, a przy tym zapewnia łagodną pielęgnację. Naturalne olejki chronią skórę dziecka przed wysychaniem, pozostawiając ją miękką i gładką.
Oliwka jest idealna również do oczyszczania skóry pod pieluszką - szczególnie narażonej na podrażnienia.
Oliwkę HiPP Babysanft mogą stosować także mamy - regularny masaż z użyciem oliwki zapobiega rozstępom w okresie ciąży i po porodzie.

Skład:
Helianthus Annuus Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopherol, Parfum

Pojemność:
200 ml;

Cena:
ok 15 zł

Moja opinia:
Zacznę od tego, że oliwki do ciała to nie jest moja bajka. Jednak w tym roku w te upały uratowała moją przesuszoną skórę. 
Stosowałam ją po kąpieli na mokre ciało i dopiero wtedy delikatnie osuszałam. Efekt nawilżonej skóry bardzo mi się podobał. Nie nasiliła ona moich problemów z nadmiernym rogowaceniem.
W przyszłym roku również ją zakupię. 
Dodam tylko, że przy regularnym stosowaniu z czasem mogłam ograniczyć jej aplikację do co drugiej kąpieli :)
Polecam - u mnie na pewno pojawi się kolejne opakowanie.

 5. Palmer's Cocoa Butter Formula





Informacje ogólne:
Balsam jest oparty na kojącej, wzbogaconej witaminą E bazie. Zmiękcza i leczy szorstką, suchą skórę, wygładza blizny i rozstępy oraz nadaje skórze ładny, zdrowy koloryt. Jest to doskonały nawilżacz do całego ciała, świetny do stosowania po opalaniu. Dostępny w wersji oryginalnej (o słodkim zapachu kakao) i bezzapachowej. 


Skład:
Aqua, Theobroma Cacao Extract, Glyceryl Stearate, Petrolatum, Propylene Glycol, Glycerin, Cocos Nucifera Oil, Paraffinum Liquidum, Stearalkonium Chloride, Cetyl Alcohol, Theobroma Cacao Seed Butter, Ealeis Guineensis Oil, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Fragrance, Hydroxyethylcellulose, PEG-8 Stearate, Methylparaben, Propylparaben, Benzyl Alcohol, CI 19140, CI 15510. 


Pojemność:
250 ml;

Cena:
ok 15 - 20 zł (zależy od apteki)

Moja opinia:
Balsam jest gęsty, ale pod wpływem ciepła łatwo i przyjemnie się rozprowadza. Jego piękny, kakaowy zapach dość długo się utrzymuje, jednak nie jest to 12 godzin (pierwsze testy były trochę przekłamane. Po pierwszym dniu miałam wrażenie, że utrzymuje się bardzo długo, ale z biegiem czasu okazało się, że jednak nie). W moim przypadku dobrze nawilżał i sprawiał, że skóra stała się miękka i przyjemna w dotyku. Nie wykazał szczególnego działania w odniesieniu do nadmiernego rogowacenia.  Dodam tylko, że przy regularnym codziennym stosowaniu miałam wrażenie, że do każdej kolejnej aplikacji potrzebuję mniej produktu, by uzyskać takie samo nawilżenie i wygładzenie skóry.
Moim zdaniem na zimę jest super i poproszę mojego partnera, by zakupił mi kolejne opakowanie (sama bym to zrobiła, ale gipsior pokrzyżował moje plany...)
Minusem jest opakowanie: gesty produkt osadza się na ściankach. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby produkowanie tego balsamu w słoiczkach :) - to moje jedyne zastrzeżenie.

 6. Ziaja, Koncentrat wyszczuplający w żelu




Informacje ogólne:
Wyrażnie wzmacnia i poprawia strukturę skóry,skutecznie zmiejsza celulit. Preparat polecany w profilaktyce i redukcji rozstępów. Może być stosowany po urodzeniu dziecka oraz przy gwałtownej zmianie wagi. Zapewnia widoczne efekty wyszczuplające. Wyraźnie wzmacnia i poprawia strukturę skóry. Skutecznie zmniejsza cellulit.
Redukcja grubości tkanki tłuszczowej - nawet o 14,5% (wyniki 28 dniowej kuracji żelem stosowanym raz dziennie potwierdzona badaniami in vivo)
Substancje aktywne:
Prowitamina B5 (D-panthenol), L-karnityna, kofeina, koenzym A, ekstrakt z rozmarynu lekarskiego, ekstrakt z gorzkiej pomarańczy, ekstrakt z ananasa, ekstrakt z alg morskich.
Stosować codziennie przez minimum 1 miesiąc.

Skład:
Aqua, Propylene Glycol, Glycerin, Carnitine, Caffeine, Ananas Sativus (Pineapple) Extract, Coenzyme A, Fucus Vesiculosus Extract, Hedera Helix (Ivy) Leaf Extract, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Peel Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Panthenol, Carbomer, Diazolidynyl Urea, Sodium Benzoate, Parfum, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone, Sodium Hydroxide

Pojemność:
150 ml;

Cena:
ok 15 zł

Moja opinia:
Wydaje mi się, że kiedyś już o tym produkcie wspominałam. Moim zdaniem numer 1 jeśli chodzi o pielęgnacje nóg. Wygładza i napina skórę - oczywiście przy regularnym stosowaniu. Zawsze pojawia się u mnie ten produkt i myślę, że jeszcze długo nie znajdę nic "lepszego".
Ma piękny (oczywiście pojęcie względne) anyżowy zapach, nie klei się i jest dość wydajny :)
W okolicach marca pojawi się kolejne opakowanie, bo muszę wykończyć to, co mi się nazbierało :)
Wiem, że nie każdy jest zadowolony z tego produktu, ale u mnie sprawdza się idealnie.

 7. Dove, antyperspirant





Informacje ogólne:
Dove Original został stworzony dla kobiet, które lubią klasyczne zapachy.
Gwarantuje 24 - godzinną ochronę przed poceniem.
Ponadto regeneruje podrażnioną po goleniu skórę pod pachami dzięki zawartości 1/4 kremu nawilżającego. Wzmacnia barierę lipidową skóry. Nie zawiera alkoholu.

Skład:
Butane, Isobutane, Propane, Aluminum Chlorohydrate, PPG-14 Butyl Ether, Cyclopentasiloxane, Parfum, Disteardimonium Hectorite, Helianthus Annuus Seed Oil, C 12-15 Alkyl Benzoate, Octyldodecanol, BHT, Dimethiconol, Propylene Carbonate, Tocopheryl Acetate, Citric Acid, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Coumarin, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Linalool

Pojemność:
250 ml;

Cena:
ok 15 zł (w promocji ok 12)

Moja opinia:
Każdy w antyperspirantach szuka czegoś innego. Dla mnie najważniejsza jest ochrona przed nieprzyjemnym zapachem. Uważam, że blokery nie są zdrowe i nigdy po te produkty nie sięgnę. Ponadto w upalne lato nie ma szans by pacha pozostała sucha.
Ja po wielu latach używania sztyftów i kulek przestawiłam się na spray. Testowałam różne antyperspiranty, ale Dove moim zdaniem jest najlepszy. Używam różnych wersji zapachowych, chociaż invisible dry pojawia się u mnie najczęściej.
Dzięki niemu mam pewność, że nie będzie nieprzyjemnego zapachu wokół mnie i to jest powód, ale którego sięgam zawsze po ten dezodorant.



 Kicia :)

czwartek, 27 grudnia 2012

Porządki na koniec roku: Twarz :)

Od pewnego czasu zbieram zużyte kosmetyki, by podzielić się z Wami moją opinią na ich temat. Ponieważ gips na nodze jest cały czas i o treningach pisać nie będę (a szkoda) postanowiłam odszukać puste opakowania i pokazać je Wam :)
To będą posty nie tylko dla Pań. Panowie będą mogli poznać moją opinię na temat kosmetyków i wybierając coś dla swoich kobiet nie popełnią błędu :)

Dziś pokażę Wam kilka produktów, których używa się w okolicy twarzy:

1. Delia, Dermo System, Micelarny płyn do demakijażu twarzy i oczu





Informacje ogólne:
Bezzapachowy kosmetyk o nowoczesnej formule do łagodnego i dokładnego demakijażu oraz codziennej pielęgnacji oczu, twarzy i dekoltu. Oparty na łagodnych środkach powierzchniowoczynnych wiążących nadmiar sebum, przywraca równowagę wodno-tłuszczową skóry. Zawarte w płynie składniki aktywne: ekstrakt z ryżu, pantenol i alantoina, dynamicznie wspomagają proces odnowy komórkowej, działają kojąco i łagodzą podrażnienia. Naturalna betaina, dzięki niezwykłym właściwościom wiązania wody, zapewnia optymalny poziom nawilżenia skóry, wpływając na poprawę jej elastyczności i jędrności. 

Skład:
Aqua, sodium cocoamphoacetate, glycerin, cocamidopropyl betaine, panthenol, betaine, propylane glycol, oryza sativa extract, allantoin, methylparaben, disodium edta, metchylchloroisothiazolin one (and) methylisothiazolinone.

Pojemność:
210 ml (największe 210 ml e moim życiu ;))

Cena:
ok 6 zł 

Moja opinia:
Jak na produkt za cenę 6 zł całkiem nieźle zmywał makijaż oczu, ale:
- pienił się (masakra... moim zdaniem prawie jak mydło)
- pozostawiał lepką warstwę
- pozostawiał "mgłę na oczach".
Jak widać więcej minusów niż plusów. Męczyłam go strasznie i męczyłam się z nim okropnie. Więcej po niego nie sięgnę. 
Szczerze odradzam.

 2. Alterra, Krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży








Informacje ogólne:
Krem myjący Alterra został opracowany specjalnie dla potrzeb młodej i wymagającej skóry. Łagodne substancje powierzchniowo czynne oczyszczają skórę dokładnie, nie uszkadzając jej bariery ochronnej. Połączenie substancji aktywnych w postaci oleju z dzikiej róży* orz oleju z pestek winogron działa pielęgnacyjnie i ochronnie na skórę już podczas jej oczyszczania. Testy dermatologiczne potwierdzają wyjątkowo dobrą tolerancję kremu myjącego Alterra na skórę.
* z kontrolowanej biologicznie uprawy.
Gwarantowane cechy produktu:
- nie zawiera syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących,
- bez silikonów, parafin i innych związków olejów mineralnych,
- tam, gdzie to tylko możliwe, zastosowane składniki roślinne pochodzą z kontrolowanych biologicznie upraw i dziko rosnących zbiorów,
- dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie,
- nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego.

Skład:
Aqua, Coco Glucoside, Glycerin, Alcohol*, Glycine Soja Oil*, Olea Europaea Oil*, Xanthan Gum, Caprylic/Capric Triglyceride, Rosa Canina Oil*, Vitis Vinifera Oil, Rosa Canina Fruit Extract*, Vitis Vinifera Fruit Extract*, Sodium Cocoyl Glutamate, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cetearyl Sulfate, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum**, Limonene**, Citronellol**, Linallol**, Citral**.
*składniki pochodzące z upraw ekologicznych.
**naturalne olejki eteryczne.

Pojemność:
125 m;

Cena:
ok 10 zł 

Moja opinia:
Jeden z lepszych produktów myjących do twarzy jakie posiadałam:
- wydajny
- dobrze oczyszczający
- nie podrażniał
- zmywał makijaż (tusz, liner, kredka: nic go nie powstrzymało)
- nie przesuszał skóry
- nie pozostawiał żadnej "warstwy" na skórze
- nawet jego zapach (chociaż dość specyficzny) mi nie przeszkadzał.
Zużyłam 2 opakowania i niestety nie mogę dostać kolejnego, bo zniknęły z Rossmanów. Natomiast jeśli się znowu pojawią zakupię na 100%, bo uważam, że to naprawdę świetny produkt :) i polecam go każdemu.

3. Eucerin, Dermo Purifyer,  Żel oczyszczający




Informacje ogólne:
Eucerin dzięki niezawierającej mydła formule z 6% Ampho-Tenside, czyli związku powierzchniowo-czynnym, który bardzo łagodnie, aczkolwiek skutecznie oczyszcza skórę. Nie zatyka porów, antybakteryjny.
W produktach linii Eucerin DermoPurifyer, zastosowano Follicle Targeting System - unikalny system transportu liposomalnego, polegający na dostarczaniu wysoce skutecznego kwasu mlekowego (o działaniu antybakteryjnym i mikrozłuszczającym) bezpośrednio do mieszków włosowych, czyli tam, gdzie powstają niedoskonałości i zmiany trądzikowe. Mieszek zostaje odblokowany, przy jednoczesnym odpowiednim nawilżeniu skóry.
Badania kliniczne, przeprowadzone na grupie 90 pacjentów, potwierdzają wyraźne zmniejszenie niedoskonałości i poprawę kondycji skóry po 12 tygodniach stosowania serii.

Skład:
Aqua, Sodium Cocoamphoacetate, Propylene Glycol, Sodium Laureth Sulfate, Citric Acid, Sodium Benzoate, Salicylic Acid, Sodium Chloride

Pojemność:
200 ml;

Cena:
ok 40 zł  (można kupić w przedziale cenowym 30-50 zł w zależności od apteki)

Moja opinia:
Bezkonkurencyjny. Nie miałam lepszego produktu do mycia twarzy:
- wydajny (200 ml wystarczyło mi na ponad 5 miesięcy)
- przezroczysty (nie przepadam za barwionymi produktami - uważam, że im mniej składników dodatkowych tym lepiej)
- zapach charakterystyczny dla produktów Eucerin, ale bardzo delikatny
- doskonale oczyszcza skórę - jest to efekt wyczuwalny
- nie przesusza
- daje radę zmyć makijaż (testowałam jak nie chciało mi się używać oddzielnego produktu)
- nie zapycha porów i w moim przypadku oczyszczał pory doskonale.
Moim zdaniem najlepszy produkt na świecie i już zawsze będziemy razem.
Ten żel jest moim ulubieńcem i myślę, że zawsze będzie już w mojej łazience, bo jest to najlepszy i najskuteczniejszy oczyszczacz do twarzy jaki posiadałam :)

4. Yves Rocher, 3 Thes Detoxifiants, Lotion Tonique Perfectrice (Tonik usuwający oznaki zmęczenia)



Informacje ogólne:
Doskonałe zakończenie demakijażu z efektem odprężonej skóry.
Rezultat: skóra doskonale oczyszczona, stonizowana, cera rozpromieniona, ślady zmęczenia usunięte. Do twarzy i oczu. Produkt testowany pod kontrolą dermatologiczną.
Składniki pochodzenia roślinnego: wyciąg z zielonej herbaty, wyciąg z białej herbaty, wyciąg z herbaty z Madagaskaru, wody z mięty pieprzowej i z rumianku pochodzących z upraw ekologicznych.
Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.

Skład:
Aqua, Glycerin, Butylene Glycol, Anthemis Nobilis Flower Water, Mangiferin, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Water, Oleth-20, Oleth-10, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Methylparaben, Allantoin, Propylparaben, Xanthan Gum, Parfum/Fragrance, Camellia Sinensis Leaf Extract, Tetrasodium EDTA, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Maltodextrin.

Pojemność:
200 ml;

Cena:
brak danych (nie pamiętam ;-))

Moja opinia:
Moim zdaniem jest okropny. Żelowa konsystencja tworzy dziwną warstwę. Moim zdaniem wyrzucone pieniądze, bo z moją cerą nie robił kompletnie nic oprócz przyklejania się. Nie mam skłonności do wyprysków, a po jego stosowaniu coś zaczęło się dziać.
Nie polecam - u mnie się nie sprawdził i pół opakowania zostało wylane.
Dodam tylko, że miałam z tej samej serii płyn micelarny i to był najgorszy płyn jaki miałam, ponieważ nie zmywał dobrze makijażu - trzeba było sporo się na męczyć a więc i dużo "trzeć", żeby oko stało się czyste.

 5. L'oreal Kod Młodości, Blask, Rozświetlacz w kremie





Informacje ogólne:
Więcej blasku. Więcej młodości!
Kilka kropel - skóra wyraźnie nawilżona i bardziej promienna.
Po 1 tygodniu stosowania - skóra bardziej jednolita. Przebarwienia powstałe pod wpływem szkodliwego działania promieni słonecznych i starzenia się skóry stają się mniej widoczne.
Dział Badań Naukowych opracował Lumi-Gen, niezwykłe połączenie 4 wyjątkowo skutecznych aktywnych składników biologicznych, znanych na całym świecie.
Witamina B3 - ma działanie przeciwzapalne, walczy ze szkodliwym wpływem promieniowania UV, zmniejsza obecność melaniny w hiperpigmentacyjnych partiach skóry.
Procysteina - ma działanie przeciwulteniające.
Witamina Cg - ma działanie przeciwulteniające.
Cell-kit - zawiera wyciąg z orzecha. poprawia jakość procesu różnicowania komórek naskórka, przyczynia się do regeneracji i nawilżenia skóry.
Unikalny składnik - płynne srebro – blaszki srebra ukryte w transparentnym olejku wyrównują powierzchnię skóry i powlekają je lustrzaną warstwą, aby odbijała światło i wyglądała na pełną blasku.

Skład:
Na opakowaniu, które zostawiłam nie ma takich informacji :D

Pojemność:
30 ml;

Cena:
Mój kosztował ok 30 zł, a regularna cena to ok 60 zł

Moja opinia:
Zacznę od tego, że pompka nie ma żadnego zakrycia, więc cały brud, kurz itd może się do niej swobodnie przykleić.
Perłowy kolor produktu zachęca do zakupu (masz wrażenie, że będziesz lśnić :))
Zapach dość przyjemny, ale (jak dla mnie) zbyt intensywny.
Nie wiem czy tylko ja tak miałam, ale u mnie krem w ogóle się nie sprawdził. Za każdym razem, gdy go stosowałam rolował się, nie nawilżał - właściwie nie robił nic oprócz rolowania.
Nie poleciłabym go nikomu, bo za taką cenę można kupić "apteczne" kremy, z których na pewno każdy będzie zadowolony.
Dla mnie ten krem był straszny, więc odradzam go.

 5. Listerine Zero - płyn do płukania ust


Informacje ogólne:
Wskazania: Listerine Zero Płyn do płukania jamy ustnej, zawiera kompozycję 4 olejków eterycznych. Usuwa aż do 99% bakterii tworzących płytkę nazębną. Produkt odpowiedni dla całej rodziny (można go stosować od 6 roku życia)
Działanie: Listerine Zero Płyn do płukania jamy ustnej, stanowi uzupełnienie codziennej higieny ust wraz ze szczotkowaniem zębów i używaniem nici dentystycznej. Zawiera innowacyjną formułę opartą na kompozycji 4 olejków eterycznych: salicylan metylu zwany także olejkiem wintegrinowym z rośliny Gaultheria procumbens o właściwościach aromatyzujących i dezynfekujących, mentol – charakteryzujący się właściwościami chłodzącymi, odświeżającymi i antyseptycznymi, tymol – posiadający właściwości bakteriobójcze oraz pielęgnacyjny, antyseptyczny – eukaliptol. Płyn zapobiega osadzaniu się bakterii tworzących płytkę nazębną, a jego regularne stosowanie, pomaga chronić zęby i dziąsła przed chorobami. Dodatkowo płyn posiada delikatny miętowy posmak, który odświeża oddech. Preparat zawiera fluorek sodu.
Sposób użycia: Stosować 2 razy dziennie po umyciu zębów. Nalać 4 łyżeczki (pełen korek), płukać dokładnie zęby i dziąsła przez 30 sekund, potem wypluć.

Skład:
Aqua, Propylene Glycol, Sorbitol, Poloxamer 407, Sodium Lauryl Sulfate, Eucalyptol, Benzoic Acid, Sodium Benzoate, Methyl Salicylate, Thymol, Sodium Saccharin, Sodium Fluoride, Menthol, Sucralose, Aroma, CI 42053. Contains Sodium Fluoride (220 ppm F).

Pojemność:
500 ml;

Cena:
ok 20 zł

Moja opinia:
Uwielbiam Listerine. Zawsze kupowałam tradycyjną wersję (taką zieloną), ale jego smak jest bardzo intensywny. W końcu wyprodukowali coś wspaniałego: Listerine Zero: nadal "domestosowe" oczyszczenie jamy ustnej, ale smak delikatniejszy. Spokojnie jestem w stanie używać go rano i wieczorem.
Testowałam również inne produkty do płukania ust, ale Listerin jest dla mnie najlepszy :)

Kicia :)

środa, 26 grudnia 2012

Prezentacja prezentów :)

Święta, Święta i po Świętach.

Tyle szykowania, tyle opychania się i w końcu czas wrócić do rzeczywistości :)

Moja rzeczywistość nie jest zbyt wesoła - nadal gipsior siedzi na nodze... jestem więc przymusowo wykluczona z treningów... (chociaż się przyznam, że próbowałam robić przysiady ale z usztywnionym skokowym jest to bardzo trudne i noga puchnie jak zbyt długo w "dole wisi")


Moja rzeczywistość będzie więc skupiona głównie na zdrowym, dobrym jedzonku :) i w tej kwestii może wykorzystam mój prezent świąteczny:

 
W końcu Mikołaj spełnił moje największe marzenie: blender :). Mam "mikser" z tą końcówką do rozdrabniania, ale to nie to samo. Taki blender zajmuje zdecydowanie mniej miejsca, jest wygodniejszy i przede wszystkim " łatwo przyrządzisz zupy, kremy i wiele więcej" :D
Teraz poświęcę trochę czasu na poszukiwania różnych przepisów i przystąpię do testów :)

Oczywiście pojawiły się jeszcze inne drobiazgi, ale nic nie cieszy mnie tak bardzo jak ten oto sprzęt :)

A żeby nie było moja Kot Kocica Buba również prezent otrzymała:


Są jeszcze sztuczne myszki :-). Czyż nie piękna miseczka? :)

Bo u nas w domu każdy musi dostać upominek, nawet jeśli miałby to być tylko długopis za przysłowiową "złotówkę", bo nie cena prezentu się liczy, a to, że pamiętamy o sobie :)

Kicia

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt :)

Ho Ho Ho!!!

Zdrowych, Rodzinnych, Pogodnych i Bezpiecznych
Świąt Bożego Narodzenia 
Wszystkim odchudzającym się, ćwiczącym, leniuchującym,
obżerającym się do granic możliwości oraz "trzymającym dietę"
życzy 

Kicia






A na koniec pragnę złożyć najserdeczniejsze życzenia wszystkim Ewom i Adamom :)


Odpoczywajcie i nabierajcie sił do nowych wyzwań :)

sobota, 22 grudnia 2012

Święta a "dieta" :)

Zagipsowana zastanawiałam się o czym mogę tu i teraz napisać. Po chwili już wiedziałam, bo o czym można napisać tuż przed Świętami? Oczywiście można pisać o choince, prezentach, ale mi nasuwa się temat diety.
Bo Święta spędzamy z rodziną przy pełnych stołach. 
Nie wiem jak jest u Was, ale w moim rodzinnym domu Święta to całodzienne siedzenie przy nakrytym stole z krótkimi przerwami na "leżakowanie".
Bo Święta to nadmiar jedzenia i nadmiar "lenienia się".
I jak w takich okolicznościach wytrzymać w swoim postanowieniu? Jak nie dać się pokonać wszechobecnym smakołykom spoglądającym na nas z każdej strony?

Chyba się nie da. Ale pamiętajcie (zawsze będę to powtarzała): JEDNA CZEKOLADKA, KAWAŁEK CIASTA CZY TEŻ WIĘKSZA PORCJA FRYTEK NIE PRZEKREŚLI WASZYCH DOTYCHCZASOWYCH STARAŃ JEŚLI ZACHOWACIE UMIAR :) - chociaż w Święta może być to szczególnie trudne.

Jeśli więc spędzamy Święta u rodziny (tak jak jest to zwykle w moim przypadku) i nie mamy wpływu na menu to zachowajmy umiar. Wiem, że nie zawsze jest to łatwe, bo przecież najlepsza na świecie kapusta z grzybami i grochem robiona przez ukochaną Babcię, czy też super najlepszy tort z kremem mogą zawrócić w głowię, ale kosztujmy wszystkiego tylko w rozsądnych ilościach. Starajmy się nie "napychać po brzegi" do tego stopnia, że trzeba rozpinać guziczek w spodniach :). Po obiedzie namówmy rodzinę nawet na krótki spacer i odejdźmy od stołu :)

Sprawa wygląda inaczej w sytuacji, gdy my przygotowujemy świąteczne potrawy, bo wówczas możemy przygotować "mniej kaloryczne" i równie smaczne jak tradycyjne przysmaki :). Jeśli my coś przygotowujemy to mamy szansę na zrobienie "lżejszego" kremu do tortu itd. :) 

Jednak bez względu na to, czy sami przygotowujemy świąteczną ucztę, czy też udajemy się do rodziny zachowajmy umiar :)

A teraz przedstawiam Wam moją cudowną choineczkę - efekt unieruchomienia:
Niestety okazało się, że mam trochę za mało tasiemki, ale coś wykombinuję :)

I na koniec pokaże Wam moją osobistą prywatną tradycję: otóż przez jakiś czas przed Świętami zaczynam "zbierać" słodycze i tworzę taki "świąteczny ołtarzyk" :D jest to trochę kiczowate, ale przed Świętami i w Święta trochę kiczu nie zaszkodzi (oczywiście to tylko moje zdanie)
Do chwili obecnej "kolekcja" znaczenie się powiększyła :)

Kicia


piątek, 21 grudnia 2012

HO ho HO!!!

Ho Ho Ho!!!
Święta coraz bliżej. Każdy z nas ma mnóstwo planów, więc i ja mam... a raczej miałam...


Bo teraz mogę napisać: I wyszedł gips z worka (a właściwie z torby :D)




Pojechałam na pogotowie za namową mojego partnera zadowolona i pewna, że nic mi nie jest...
Pojechałam w wąskich spodniach, a wracałam bez... bo gipsior jest wielki i spodnie by przez niego nie przeszły.

Diagnoza: skręcenie stawu skokowo-goleniowego drugiego stopnia... czy jakoś tak...

I doktor mi nie wierzył, że noga mi się "nie przekręciła" i kilka razy dopytywał czy ja czasami nie spadłam ze schodów...

A mnie po porostu zabolał staw i już. Potem opuchlizna, a teraz gips.

Z planów Świąteczno - Sylwestrowych NICI. Będę siedziała w domu i liczyła na to, że w tv pojawi się coś ciekawego.

Plany treningowe... Nawet nie chce mi się pisać...





Zdjęcie numer 3 przedstawia moherowy ocieplacz wykonany z moherowej czapki :D bo żadna skarpeta nie wchodzi na wielkiego gipso-buciora...

I na koniec HO HO HO Merry Christmas


Zagipsowana 
Kicia

czwartek, 20 grudnia 2012

Jak się wali to...

Jak się wali to się wali...
Nie dość, że katar, ból głowy to jeszcze kaszel z "przyjemnego pokasływania" zmienił się w wyrywacza płuc...
A to jeszcze nie koniec moich nieszczęść: od środy treningi zawieszone do odwołania...

Niestety coś mi się stało ze stawem skokowym... Boli jak cholera i opuchlizna jest jak przy skręceniu (wiem, bo już raz udało mi się skręcić staw skokowy... na szczęście nie jest sina...)
Jeśli przez weekend z nogą się nie poprawi to nie pozostanie mi nic innego jak udać się na pogotowie...

A na koniec jeszcze pragnę pokazać Wam jak ćwiczy moja Buba...




 
Zdjęcia nie ostre, ale robione trzęsącą się ręką przy użyciu komórki ;)

I jak Wam się podoba "ćwicząca" Buba? Myślicie, że z takim zapałem stanie się bardziej fit? :)

P.S. Nogę smaruję Voltarenem i innymi podobnymi i staram się ją oszczędzać, ale przed Świętami jest to dość trudne...

niedziela, 16 grudnia 2012

Zasmarkana niedziela

Weekend miał być czasem regeneracji... 
Miałam odpoczywać i cieszyć się spokojem...
Miałam...

Niestety od wczoraj kicham, kicham i jeszcze raz kicham... Zapchane zatoki mam, a do tego jakiś kaszel doszedł... Ból gardła i dreszcze...
Jednak nic mi tak nie przeszkadza jak katar...
Zasmarkana Ewcia ;) - tak wyglądał mój weekend

Zaopatrzona w Sudafed i inne specyfiki liczę na to, że jutro trening się odbędzie.

Trzymajcie kciuki za cudowne nocne ozdrowienie: zbliżają się Święta, więc jakiś cud może się zdarzyć.
A tymczasem zakładam skarpeciochy do samego tyłka, grubą piżamę i wskakuję pod kołdrę z kubkiem melisy z gruszką.

Do jutra!

Zasypana chusteczkami Kicia :)

piątek, 14 grudnia 2012

Podsumowanie trningów: tydzień V

Witam wszystkich serdecznie ;)
Kolejny tydzień treningów za mną, więc czas na podsumowanie!

Zaczynamy ;)

Tydzień treningów: 5 (od początku 10 - niestety była przerwa)
Typ treningu: FBW - zamienne A oraz B
TRENING A:
1. Wykroki: 10 kg (było 5,8 kg) (8 powtórzeń)
2. Martwy ciąg: 29,5 kg (było 27 kg) (6 powtórzeń)
3. Wiosłowanie: 10 kg (było 8,5 kg) (8 powtórzeń)
4. Pompki KLASYCZNE!!! b/o (6 powtórzeń)
5. Pompki odwrotne b/o (8 powtórzeń)
6. Brzuch - do zgonu mięśni brzucha :-)

TRENING B:
1. Push press 23,5 kg (było 21 kg) (8 powtórzeń)
2a. Przysiad przedni bez zmian: 10 kg (10 powtórzeń - było 8)
2b. Przysiad bułgarski bez zmian 5 kg (8 powtórzeń - było 6)
3. Przenoszenie sztangielki w leżeniu 10 kg (było 8,5 kg) (10 powtórzeń - było 8)
4. Brzuch - do zgonu :-).

Schemat treningu: ABA

Dni treningowe: poniedziałek, środa, piątek.

Czas trwania treningów:Czas odrobinę się wydłużył, jednak na spokojnie sam trening to ok 45 minut
Serie i powtórzenia: 4 serie, liczba powtórzeń od 6 do 10.


Informacje dodatkowe:
Obciążenia (raz jeszcze):
- Trening A (1: 10 kg, 2: 29,5 kg, 3: 10 kg, 4: b/o, 5: b/o, 6: b/o)
- Trening B (1: 23,5 kg, 2a: 10 kg, 2b: 5 kg, 3: 10 kg, 4: b/o)
(Liczby odpowiadają danemu ćwiczeniu w treningu, b/o oznacza bez dodatkowego obciążenia).

Relacje i ogólne odczucia:
Zwiększenie obciążeń jest odczuwalne. Najbardziej "dało mi w kość" te 2,5 kg dołożone do push press... Miałam wrażenie, że jest co najmniej 10 kg więcej. W przysiadzie przednim i bułgarskim dołożyłam po 2 powtórzenia. I o ile przysiad przedni robiłam z zapasem, to przy bułgarskim ostatnia seria była koszmarem.
Zdecydowanie dostrzegam wzrost siły i to jest fajne :)

Zauważyłam również jedną "zabawną" rzecz: różnica w sile między częściami ciała ;), a mianowicie: PRAWA ręka jest silniejsza od lewej (przy wiosłowaniu szczególnie łatwo to zauważyć) i LEWA noga silniejsza od prawej (przysiad bułgarski ujawnił ten stan ;))

Po tych treningach w piątki padam z nóg :D

Pozostałe treningi:
- Wtorek: ZWOW#7



(Z-Time: 16:08; E-Time: 18:10)
Najgorsze dla mnie było ćwiczenie numer 1, czyli Jump Lunge Side Kick. Nie jestem w stanie robić takich "przeskoków" jak Z., ale starałam się jak mogłam. W ostatniej rundzie po prostu "przechodziłam" zamiast skakać. Supergirl Push Ups również stanowiły mega wyzwanie - unoszenie ręki i nogi robiłam w pozycji na kolanach.Najlepszym ćwiczeniem było ostatnie, czyli Love Bends W/KB. Robiłam z 10 kg obciążeniem i na drugi dzień zdecydowanie czułam mięśnie :)
Trening dość męczący, ale nawet grubasek taki jak ja jest w stanie jemu sprostać.

- Czwartek: ZWOW#8




(Z-Time: 15:21; E-Time: 22:24)
To był killer. Jak dla mnie najgorszy (w sensie najbardziej męczący i wymagający) ze wszystkich 8 jakie do tej pory (w tym cyklu treningowym) zrobiłam.
Nogi płoną, a przy Toe Touch Jump Up nie można złapać oddechu.
Ostatnie ćwiczenie czyli Side Plank Leg Lift robiłam na zgiętej nodze, bo nie dałam rady robić jak Zuzka.
Mega się zmęczyłam, wypociłam chyba ze 3 litry wody. Po ostatnim powtórzeniu położyłam się na macie i sapałam jakbym przebiegła maraton. Nie miałam siły się poruszyć. Ten trening po prostu mnie zmasakrował ^^ - także polecam przetestować ;).
Nie wiem, czy to nie było spowodowane już pewnym zmęczeniem (bo to jakby nie patrzeć 4 trening z kolei w tygodniu), ale naprawdę dał mi w kość.
Czułam, że kalorie się palą, mięśnie są rozgrzane i na maksa napięte, całe ciało "przećwiczone".

Myślę, że sięganie po kolei po ZWOW'y to dla mnie dobry pomysł. Nie mam wymówki, by jakiegoś w ogóle nie zrobić. Moim założeniem jest zrobienie możliwie jak największej liczby ZWOW do czerwca :), czyli do sezonu bikini. Oczywiście wszystko z umiarem i rozsądkiem :), bo trenować chcę już do końca życia :D

Kicia 
P.S. A jak Wam minął treningowy tydzień? Zrealizowaliście wszystkie plany?
Ja już wyglądam wiosny, by móc dołączyć jeszcze jogging ^^. Bo teraz jest dla mnie zwyczajnie zbyt zimno :)

Dzisiejszy wieczór poświęcam na poszukiwanie zabawki dla rocznego urwisa... Mam z tym wielki problem - pewnie dlatego, że sama dzieci nie posiadam i ciężko mi ocenić co może takie dziecko zainteresować :D